256,5 km umytych płyt, czyli historie około jednej myjki.

Cześć,

Obwód winyla po krawędzi wynosi ok. 95 cm, myjąc płytę obracam ją 5 razy w jedną i pięć razy w drugą. Gdyby to było koło samochodu to przejechałoby 9,5 m… razy 27 000 daje nam: 256 500 metrów co z kolei daje 256.5 km. Kawałek drogi 🙂

Kiedy kupowałem swoja pierwszą myjkę, która teraz wygląda tak:

Obrazek

to nawet nie przypuszczałem jak daleko na niej zajadę. Niektóre płyty, które myłem nią parę lat temu, ciągle są ze mną, nie wiele ich, ale są. Pamiętam, że 4 lata temu świat winylowy wyglądał zupełnie inaczej. Na carbootach można było nabywać płyty za 50 p albo jeszcze taniej, nie jakieś tam Johnny Denvery czy Nile Dajmondy, ale wypasione rarytasy. Większość ludzi chciała się pozbywać płyt, a nie je kupować. Częstokroć znajdowane gdzieś w piwnicy albo na strychu, zakurzone, zaniedbane wręcz odstręczające. Ale nie dla mnie. Znajdowałem je rzucone gdzieś pod stół w kartonie, albo bezpośrednio na ziemi, nie raz mi pękało serce jak wyciągałem Zepeplajów z kałuży. Teraz to już inna bajka, nawet już nie bajka.Jak są gdzieś Zeppelini, to wyeksponowani z cena 40 funciaków, bo to przecież, Red/Plum Atlantic label Sir :D. To nic, że płyta wygląda jak po meczu mysiego hokeja, ale Red/Plum Sir 😀

Cwaniaków nie brakuje.

Przez te lata spotkałem kilku fajnych ludzi, z którymi utrzymuje kontakt. Niestety większość sprzedawców to handlarze, którzy wyniuchali interes, sprzedają drogo, bo jest boom, jest moda, często starają się wcisnąć niekumatemu szajs jako coś wartościowego.Byle sprzedać, skasować sianko i jechać dalej. Jakiś czas temu bylem świadkiem jak taki „trader” (tak na nich wołam), stara się pewnemu angielskiemu młodzianowi wcisnąć King Crimson „In The Court…” z labelem Pink Rim jako Pink I. Słuchałem jego wywodu ile to to kosztuje na łebaju, jaki to mega rarytas, że taka okazja to już się może nie powtórzyć, że cudo… Dałem się facetowi nagadać, a gdy chłopak już sięgał do kieszeni, powiedziałem, że to nie jest pierwszy press:) Widziałem, że handlarz zbladł, ale ładnie odegrał idiotę, że jemu tak powiedziano (tu się kłania historia: kupiłem jako pierwszy press i sprzedaję jako pierwszy press – która miała miejsce swego czasu na allegro). Takie zachowania sa nagminne, gdzieś dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele. A po co sprawdzić? Przecież, na pewno trafi się jakiś matołek, co też nic nie kuma. No niestety, takie realia, trzeba się pilnować.

ObrazekObrazek

(zdj.: Pink I Label po lewej i Pink Rim Label po prawej)

Teraz jestem mądry, bo przez www.winylowo.com przewinęło się prawie 30 000 płyt, to się to i owo dowiedziałem, ale mnie tez rąbano i naciągano. A największe świństwo zrobił mi pewien nasz rodak z Birmingham 😀 Jak to mówią, człowiek się uczy na błędach.

Takie to czasy były.

Na samym początku, naprawdę – nie śmiejcie się – bywało tak, że kupowałem np 20 płyt za 100 funtów. Jechałem na targ do pobliskiego Wells gdzie facet stał z winylami i golił mnie jak młodego. Nie powiem, płyty były dobre i facet zawsze zjeżdżał o trzy cztery dyszki na całości, ale to i tak bardzo dużo. A tym bardziej, że wtedy nie miałem pojęcia o tym, że można kupować płyty przez internet albo na carbnootach.

Teraz jest inaczej, najczęściej szukam płyt na łebaju, często ludzie przynoszą do sklepu,albo kupuje od zaprzyjaźnionych kolekcjonerów. Znacie dobrze płyty od Kena i Johna. Ostatnio dołączył też Gem, od którego miałem całkiem spaśną kolekcję death metalu, która wielu z was ucieszyła a mnie przyprawiła o ból głowy. 😀

Obrazek

Ken i ja.

W ciągu tych kilku lat sporo się zmieniło, ciągle można upolować płyty za 50 p, ale chętnych do jednego pudełka już jest o wiele więcej, coraz wcześniej trzeba wstawać, coraz dalej jeździć. Czasami jak się trafi jakiś fart, jakieś pudło z fajna kolekcja i mam to szczęście być przy nim pierwszy, to słyszę nad sobą i za sobą pochrząkiwania, westchnienia i przekleństwa gdy odkładam kolejne perełki na bok. Strasznie mnie to bawi, gdy słyszę: „o fuck” – a ja odkładam Zeppelajów, ” o shit” a ja odkładam Kraftwerka, „o my gosh” a ja na bok z Pink Floyd. Gorzej gdy to ja jestem tym co wzdycha i sapie 😀

Idzie nowe.

A dziś przyjechała nowa myjka. Od razu ją przetestowałem. Myje fantastycznie, ta stara jednak już była mocno zużyta. Ktoś mi powiedział, że ona może umyć max. 2000 płyt, to lekko przekroczyłem tę normę, ale dawała radę do końca, na pewno z mniejszym efektem niż nówka, ale dawała.

ObrazekNufki myjki szczotki

Co do płynu, który jest dodawany, to faktycznie, jest lepszy niż moja własna mikstura, szybciej odparowuje, ale też przy dużej ilości mytych płyt, boli głowa. Zatem, po jego wykończeniu wracam do mojej receptury, woda deszczowa (mieszkam na wsi, więc woda jest tu mięciutka i bez kamienia) 1l a do tego 100ml alkoholu izo-propylowego. To mieszam i w takim roztworze myje od 30 do 60 płyt, w zależności od stopnia zabrudzenia. Po myciu wylewam miksturę , myję wanienkę i robię nową. Kiedyś w ramach oszczędności filtrowałem ją, bo do zestawu jest dołączony lejek z sitkiem i gazikiem, ale płyt po tym zabiegu ciągle był mętny i po powtórnym użyciu i wyschnięciu pozostawiał na płycie matowy nalot. Co prawda dla odsłuchu nie miało to znaczenia, ale wizualnie był dla mnie nie do zaakceptowania.

Dlatego, zacząłem segregować płyty do mycia na trzy kategorie, b. brudne, brudne i do przepłukania.

I tak, 4 lata później, 27 000 płyt dalej, nowa myjak zaczyna swoją historię na winylowo.com, czy wytrwa też 4 lata i kolejne tysiące płyt, to się okaże.

Tymczasem się pożegnam

Pozdrawiam

Pan Winyl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s