Czy kolekcjonowanie winyli może być pożyteczne?

W czwartki o 22.00 czasu polskiego na http://www.proradio.pl Andrzej Kusy zaprasza na audycję Giełda Płyt, w której to audycji barwnie opowiada o muzyce zaklętej na czarnych krążkach. Od jakiegoś czasu, z przerwami mniejszymi czy większymi i ja mam tam swoje parę minut. Ostatnimi czasy pojawiam się na chwilę pod koniec programu, około 23.30, żeby wrzucić swoje trzy gorsze. Może bardziej adekwatnie byłoby powiedzieć, szczególnie po wczorajszej audycji, 7 cali, zamiast trzy grosze. Bo mówiłem o singlach, właśnie siedmiocalowych wartych dużo więcej niż trzy gorsze mówiłem. Także, wczoraj właśnie dorzuciłem swoje siedem cali do tego dwunastocalowego programu.

W nocy jednak jakoś spać nie mogłem, bo zdałem sobie sprawę, że jednej sprawy nie poruszyłem. Pół godzinki na opowiedzenie o muzyce, to stanowczo za mało. Czasami opowiedzenie tylko o jednym utworze może zająć całą audycję, całą książkę, encyklopedię. Kto napisał, kto wydał, kto brał udział w nagraniu, jakie było tło społeczne, polityczne, jaki był odbiór wśród fanów, wśród krytyków, na jakich listach przebojów i gdzie i jak wysoko, jak się sprzedawało, czemu się nie sprzedawało, kto to kowerował, kogo to zainspirowało i do czego… Tyle i jeszcze więcej pytań można zadać tylko do jednego utworu, do jednego singielka. Wczoraj mówiłem o singlach Donovana – The Universal Soldier i niemieckiej grupy heavy metalowej Trance i ich singlu A Hard Way to Go.

W rozmowie z Andrzejem, skrótowo udało mi się zakreślić ogólny zarys, pozostając w nomenklaturze winylowej, powierzchniowo zarysowałem temat, zaczepiłem tylko. Po programie pozostał niedosyt, który rozwinąłem dalej w filmiku, który prezentuję poniżej:

Ale filmik, też nie wyczerpał tematu. I piszę te słowa i już wiem, że dalej temat można drążyć. Dlatego postanowiłem zając się właśnie tym tematem drążenia, a nie samymi singlami.

Można po prostu słuchać muzyki i się dobrze bawić. Sam często tak robię, włączam Europe Final Countdown i skaczę po salonie i macham głową. ku uciesze Liluszki, mojego psiaka. I muzyka do tego jest, płyty do tego są, żeby dawały rozrywkę, przyjemność nie tylko słuchową. W trakcie trwania Giełdy Płyt, uzmysłowiłem sobie (Ameryki oczywiście nie odkryłem), że w takim wsłuchaniu się w różne inne płaszczyzny płyty jest fascynujące. Starałem się o tym opowiedzieć na przykładzie singla Donovana, że tak naprawdę autorką tego przejmującego textu jest kobieta, nie facet, że ten text jest naprawdę głęboki, że licha według mnie, warstwa muzyczna odsłania zupełnie inne warstwy, liryczne, refleksyjne. I nagle ten singiel, nabiera zupełnie innego wymiaru, staje się wielowymiarowy, wielowątkowy. Szerszy i grubszy. Wymyka się już tylko ocenom artystycznym czy materialnym, staje się częścią naszej własnej refleksji nad życiem. Przestaje być kawałkiem plastiku odzianym w celulozową kurteczkę z połyskiem ,wyceniona przez Record Collector na 5 czy 10 funciaków, a staje się nierozerwalną częścią naszego własnego soundtracku, naszej ścieżki dźwiękowej.

Winyl jest okrągły (przeważnie), kręci się, jak się kręci nasze życie. Jednym się kręci spoko, w rytmie, innym za wolno, innym za szybko, jeszcze innym na drodze pojawiają się rysy, łamie się igła, pali się silnik napędu… Jedni lubią kręcić na 45, inni na 33 i 1/2 a jeszcze inni na 78, albo nawet 86… Do wyboru do koloru. Piszecie czasami do mnie, że jak kupicie choćby jeszcze jeden winyl to Wasza mąż/żona (partner/partnerka) wywali was z chaty, albo wręcz odwrotnie, że macie spoko partnera/partnerkę, ze dzieli z Wami Wasza pasję, ewentualnie, nie przeszkadza, nie utrudnia. Wszystko się kręci, jak płyta winylowa w naszych życiach. I mamy to szczęście, że jest w tym wszystkim ten pieprz pasji, tego szukania, znajdowania, tego dążenia do celu… albo jego brak, jest muzyka, po prostu słuchanie z czarnych krążków, wehikułów czasu, magicznych pojazdów, które, mówicie co chcecie, zawsze zabiorą nas w lepszy świat.

I właśnie tej refleksji, zabrakło mi we wczorajszej audycji i nawet w dzisiejszym filmiku.

I odpowiadając na pytanie zwarte w tytule: – TAK! Jeśli robi się to z pasją, to tak. Jeśli nie zrobimy z winylowej płyty fetyszu, bożka lub innej głupoty, to może to być fascynująca przygoda na całe życie. Widziałem wiele zbiorowisk ludzkich, zorganizowanych i przypadkowych, ale chyba nie widziałem nigdy tak zróżnicowanego a zarazem tak spójnego jak ludzie kolekcjonujący muzykę na winylach, czy winyle.  I konkludując, jeśli robimy coś z pasją, to raczej krzywdy sobie tym, ani innym, nie zrobimy.

Pozdrowienia

Pan Winyl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s