#dlaczegowinyl vol.1 i vol. 2

Cześć!

W piątkowej „Kawie z Panem Winylem”  (19/10/2018, filmik powyżej) padło pytanie: dlaczego winyl?
Cośmy się tak na te płyty winylowe tak uparli?
Drogie to to, nieporęczne, dużo miejsca zajmuje, trzeba się z tym obchodzić jak z jajkiem, ryśniesz lekko i zaraz będzie pykać, kurzu złapie i trzeszczy, myć to trzeba, dbać o to, pielęgnować… Po co to? Dlaczego to?
Czego się tak na ten kawałek okrągłego plastiku uparli?

Tak naprawdę, to pytanie: dlaczego winyl, łazi za mną od dłuższego czasu, zadałem je na początku sobie, aż do piątku rano nie kumałem OCB, aż mnie olśniło na hamaku:

 

#WINYLtoODPOCZYNEK

A dla Was?
Przytoczę kilka wypowiedzi z naszej piątkowej dyskusji:

Mirek:
Ja kupiłem gramofon swój pierwszy w życiu w 2015 roku i żałuje bardzo że nie zrobiłem tego co najmniej 10 lat do tyłu 🙂

 

Zenon:
Zaraziłem już młodego winylem i muzą wczoraj przy Red Hotach czadowaliśmy se

 

Mariusz
Winyl uspokaja😀daje nam dużo przemyśleń

 

Armin:
To jest wszystko jeden wielki rytuał którego nikt nie zrozumie dopóki nie zostanie tym zainfekowany 🙂

Szewc bez butów chodzi.

Jak długo zajmuję się winylami? Zawodowo? Już dekadę. Ile płyt przewinęło się przez moje ręce? Tak ogólnie, to ze 150 000 płyt! Serio! Część sprzedałem hurtem, tę większą, ale sporą część, tak 1/3 myślę, przeszła przez moje łapki: myłem, oglądałem, odsłuchiwałem, w całości, albo po kawałku, było tego towaru trochę. Nasłuchałem się, napatrzyłem. Pierwszego pressa Beatelsów Abbey Road rozpoznam z 10 metrów! Żaden winylowy dziad mnie nie natnie!
(ps. na webinarach dzielę się tą wiedzą za free: jeśli chcesz wziąć dział w webinarze to pisz do mnie na: panwinyl@winylowo.com email: w tytule webinar, w treści 1-3 pytania, na jakie chciałbyś otrzymać odpowiedź!)

42842968_1734696063325391_2772658396116025344_n

Trochę historii

Gdy mieszkałem w UK, o płyty nie było trudno, nie tylko carbooty, ale też gdy prowadziłem w małej mieścinie koło Bristolu sklep na High Streecie (nazywał się Cloud7), ludzie sami przynosili winyle i zdarzały się wśród nich prawdziwe skarby. Z czasem jednak, do mojej pasji zaczęła wkradać się rutyna i gdy nie moje marzenie, to nie wiem, czy bym nie zawinął manatków już dawno temu.

Codzienność właściciela sklepu z winylami nie wygląda tak wspaniale, jak się wielu wydaje. Czasami mam okazję rozmawiać z ludźmi, którzy pragną otworzyć własny sklep, wyobrażając sobie, to jako zajęcie wręcz relaksujące. Nic bardziej mylnego :D. Sprzedaż winyli to bardzo ciężka i wymagająca praca. Sami to doskonale musicie wiedzieć, jesteście klientami i dobrze wicie jakie macie wymagania! 😀 I chwała Wam za to, bo to dzięki Wam winyl ciągle żyje 😀

Po kilku latach okazało się, że moja kolekcja to zaledwie kilka tytułów, w większości, które sam wydałem. Reszta się rozeszła, po ludziach… to znaczy do Waszych kolekcji. Nie zrozumcie mnie źle, jak najbardziej się cieszę, że te wszystkie pierwsze pressy Crimsonów, Floydów czy Zeppelinów wylądowały u Was. Nie żałuję, żadnej oddanej płyty.
Jednak mijały lata, a mnie zaczęły nachodzić myśli, po co ja to robię?

Po co się babram w tych starociach, w tym kurzu? Po co wstaję w niedzielę o 4 rano, żeby na 6 być na carboocie i walczyć o płyty, potem wracać i przez kolejny tydzień, je myć, oceniać, wyceniać i wystawiać, sprzedawać, pakować, wysyłać i znów, w niedzielę, to samo od nowa? A po powrocie do Polski? Nie było lepiej 😀 W 2016 roku walnąłem ponad 50 000 km śmigając po giełdach winylowych w całym kraju: Warszawa, Rybnik, Toruń, Szczecin, Wrocław, Kraków, Zielona Góra… i Łódź, chyba to wszystko 😀 A oprócz tego, spotkania, imprezy, targi, festiwale, konferencje! Po co to?

Warszawa Winyl Market
winyl market

No, zapomniałem 😀 Jeśli komuś przeszło przez myśl, że dla kasy, to niech się raczej puknie w czoło, w to miejsce gdzie ta myśl się pojawiła 😀 Bo gdyby kasa miała być tu motywacją, to chyba po pierwszej giełdzie bym już odpuścił. Kiedyś kopsnąłem się do Łodzi, na giełdę do Niebostanu, wszyscy mówili: jedź, w Łodzi jest dobrze 😀 Musiałem dopłacić 200 zł 😀 Było dobrze, bo poznałem fajnych ludzi i zjadłem dobry obiad! No i kocham Łódź!

 

Zdaje się, że padłem ofiarą „szewca co nie ma porządnych butów”, wszyscy mają, tylko ja o sobie zapomniałem.

#winyltostylżycia

I już ostatnie dni, gdy opowiadałem podczas Kawy z Panem Winylem o płycie Pietera Nootena i Michaela BrookaSleeps With The Fishes, mój przyjaciel Michał, zadzwonił do mnie po audycji i powiedział: sorki Tomuś, kocham Cię jak brata, ale Ci powiem, nie da się Ciebie słuchać, te wszystkie yyyyy… yyyy. yyyy…. no co się dzieje? Jak nie Ty?

Sami zobaczcie (nb.: Pieter Nooten zobaczył ten filmik i udostępnił na swoim oficjalnym profilu Pieter Nooten Music 😀 – a poza tym to jest z tym jeszcze inna związana historia, ale to przy następnej okazji, a bohaterem jest Pan Mariusz, dla którego tę płytę sprowadziłem):

Prawda, że jakiś taki zmulony? Ale dzięki Michał! Taki przyjaciel to skarb! Nie owija w bawełnę, wali prosto z mostu! I dobrze, bo to kazało mi się zastanowić: właściwie, to dlaczego winyl? 

Pan Sławek Pietrzak, założyciel i właściciel SP Records, podczas naszej rozmowy, około miesiąc temu, wyraził takie zdanie (przytaczam sens, bo nie pamiętam już słowo w słowo):

Bo jeśli nie jakość, to po co ten winyl?

To co powiedział Pan Sławek, jakoś niepostrzeżenie mnie poruszyło, zacząłem się zastawiać, na tymi winylami w dyskontach, nad tym całym marudzeniem, że drogo, że powinno być taniej, że jakość jest zła. Piętrzyły mi się te myśli w głowie, nie mogąc znaleźć sensownej odpowiedzi, powoli traciłem całą chęć do tego, co od wielu długich lat, było moją pasją. Ten nagły „boom”, o którym mówią dziennikarze od dobrej dekady, już zaczął mi wychodzić bokiem. Gdzie w tym całym pędzie… no co? No właśnie, co?
Temat ten dręczy mnie już od dłuższego czasu. Dlaczego winyl? Co to? Nie ma innych fajnych możliwości słuchania muzyki?

Streaming jest też fajny

Piotr Banach w wywiadzie dla WinylowoTV, z okazji wydania reedycji jego płyty
Wu-Wei, przy całym szacunku dla winyla, zachwala formy streamingowe:

Zatem, po raz dziesiąty, dlaczego winyl?

#winyltorelaks

I tutaj dochodzimy do puenty 😀 Całe to pisanie i gadanie, ma się sprowadzić, do tego, o czym już powiedziałem na samym początku. Płyta winylowa, to dla mnie odpoczynek. Udało mi się otrząsnąć z tego marazmu, z tej maligny pracy i w końcu, znów cieszę się, że mogę sobie włączyć Kult „Tata 2” i jarać się jak w latach 90tych muzyką, gdy jeszczem młodzianem był, bez wąsa a długie pióra rozwiewał wiatr, gdy prułem przez pola simsonem „schwałbe” mojego brata.

Ale to co w tym wszystkim najfajniejsze, to to, że nie zwariowałem w tym całym kociokwiku, dzięki Wam 😀 Serio! Bo najważniejsza odpowiedź na pytanie: dlaczego winyl? Brzmi: ludzie! Ludzie, czyli WY – kolekcjonerzy, kolekcjonerki, pasjonaci, pasjonatki, maniacy i maniaczki, miłośnicy i miłośniczki, pomyleńcy różnej maści 😀 kochający czarne krążki, dostający palpitacji serca na widok stosu kalendarzy, do złudzenia przypominających formatem płytę. Dzięki Wam ludziska, ciągle mi się chce robić to co robię i jeszcze bardziej starać się doprowadzić moje marzenie do ziszczenia 🙂

#winyltoludzie

Nie inaczej! O tym, będę jeszcze pisał, bo temat jest rozwojowy 😀

Kochani, żeby nie zakończyć tak patetycznym tonem, bo jeszcze gotowiście pomyśleć, że ze mnie aż taki altruista obrzydliwy, że możliwe, że nawet udaje 😀 A nie udaje!

Zatem zakończę, to tak: winyl to odpoczynek. To ten moment, w którym mogę za sobą zamknąć drzwi, odpalić wzmacniacz, wybrać płytę, położyć ją na talerz, opuścić igłę gramofonu, usiąść w fotelu i… odpocząć. Tak, zupełnie, bezpretensjonalnie odpocząć.

Każdy dzień dostarcza mi całe wagony tematów do przemyśleń, nic sobie nie robi z tego, że magazyny już dawno przeładowane. Każdego dnia, następuje proces segregacji, czym się trzeba zająć, w jakiej kolejności, które żaby zjeść najpierw, a które potem, a których w ogóle nie tykać. Tak dzień za dniem. Codziennie wstaję do pracy, którą kocham, a i tak jest tak wiele wyzwań, czasami, naprawdę już nie wiem, za co się złapać. A jeszcze Bóg mnie obdarzył fabryką pomysłów zamiast normalną głową i ta fabryka na moim karku, napiernicza idee jedną za drugą! To w piątek ja jestem naprawdę już zmęczony. Pić alkohol zbrzydło mi już dawno! I wczoraj, po raz pierwszy od dawna włączyłem sobie płytę, wziąłem książkę i gdy tylko popłynęły pierwsze dźwięki ze wspomnianej już płyty Tata 2 dosłownie się rozpłynąłem. Nie dość, że sam album jest genialny pod każdym względem, muzycznym i lirycznym, wiadomo combo Staszewskich dwóch generacji robi swoje, muzyka to idealne obrazowanie tychże liryków. Romantycznie, sentymentalnie, dotykając najgłębszych tęsknot w sercu, łkania za wolnością i miłością, dobrą i spełnioną, rozpacz samotności z powodu jej braku, nuta za nutą prowadzą w świat serca potrzaskanego, połamanego, ale kochającego i tęskniącego, pragnącego czegoś więcej… (wspominałem Wam, że pisałem licencjat o tekstach Kazika Staszewskiego? 😀 ), nie dość tego, to jeszcze produkcja tego winyla, na najwyższym poziomie. Brzmienie wchodziło mi w uszy jak gorący nóż w masło, siedziałem i nawet czytać książki nie mogłem, bo po prostu słuchałem. Muzyka wlała się we mnie, ja w nią i w takiej symbiozie tkwiliśmy sobie przez chwilę, i tych kilka chwil, dało mi tyle odpoczynku, że już od baaaaardzo dawna tyle nie zaznałem.

Potwierdzam zatem, że hasztag #winyltodpoczynek jest hasztagiem jak najbardziej do użycia.
Dzięki serdeczne, dobrego tygodnia 🙂

 

[edit]

Kochani vol. 2 z dnia 22/10/2018

Pozdrawiam

Pan Winyl

 

2 myśli na temat “#dlaczegowinyl vol.1 i vol. 2

  1. Gdyby nie my wszyscy, którzy naprawdę kochają winyle to nie byłoby tegoż felietonu Pana Winyla…Jego przemyślenia nie są wyssane z palca…myślę,że wypływają z głębi duszy…kawa którą spija codziennie umacnia go w przekonaniu, że warto żyć i cieszyć się swoją nieziemską pasją…
    P.S. Tomku tak trzymaj…Dzięki Twojej osobie winyl jako czarny krążek(nie zawsze czarny)umocnił mnie w przekonaniu, że warto kolekcjonować !

    Polubienie

    1. Dziękuję Panie Mariuszu. Płty winylowe to większa przygoda niż nam się zdaje, cieszę się, że miałem okazję Pana poznać, i wziąć udział w tym, jak się później okazało, niezwykłym przedsięwzięciu, które z początku było zwykłym sprowadzeniem Panu płyty, a skończyło się, uczestnictwem samego Pietera Nootena w tej historii 🙂 Pozdrawiam Tomek

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s