Czy inwestowanie w winyle ma sens?

Cześć!

Inwestowanie w winyle? Czy to ma sens?

Kolekcjonowanie płyt winylowych to współczesna donkiszoteria. Fizyczna walka z niewidzialnymi źródłami muzyki 😀 Tak to widzę. Wg. Nielsena od 12 lat wzrasta produkcja i sprzedaż płyt winylowych. Jak widać Don Kichotów nie brakuje.Mimo to, w tym samym czasie, źródła cyfrowe muzyki osiągają jeszcze większy wskaźnik wzrostu.

Można się zastanawiać, czy w ogóle kupowanie trwałych nośników, kaset, płyt winylowych czy CD ma sens? Obecna sytuacja na rynku nie pozostawia złudzeń, że nawet rosnąca sprzedaż winyli nie zatrzyma fali streamingu.

Winylowy romantyzm ma się dobrze. Prawdziwi kolekcjonerzy nie dadzą sobie wmówić, że cyfrowy strumień będzie kiedykolwiek lepszy niż analogowy dźwięk (nawet ten obrobiony cyfrowo). Gramofony, wzmacniacze i głośniki, kable, lampy, przedwzmacniacze itd. cała ta sprzętowa gorączka! Tego nie da się zastąpić telefonem i głośniczkami USB. Cały rytuał wkładania płyty na talerz, nakładanie igły, ostrożność, precyzja, i dźwięk… no! Winylowy Romantyzm właśnie.

A z drugiej strony, kasa. No, bo to wszystko kosztuje. O ile na inwestowaniu w sprzęt nie znam się, to o inwestowaniu w winyle, to i owo mogę powiedzieć.

Nie unikniemy tego, że kupując płyty podnosimy wartość kolekcji. Od nas zależy, czy przykładamy do tego wagę czy nie. Ja mam zamiłowanie do płyt, do muzyki, ale bardzo nie lubię trwonienia pieniędzy. Bezmyślnego i kompulsywnego wydawania. Dlatego dziś pokażę Wam jak ja to widzę.

Zacznę od pewnej historyjki, wydarzyła się parę lat temu, gdy jeszcze mieszkałem w UK i prowadziłem tam swój stacjonarny sklep Cloud 7.

100 000 winyli za 100 000 euro!

Pewnego dnia odwiedził mnie mężczyzna w średnim wieku, jak się okazało Holender. Chwilę poświęcił na przejrzenie kolekcji i zagadnął mnie, czy mam coś wyjątkowo rzadkiego? Pokazałem mu kilka tytułów, nawet jednym się zainteresował. Po chwili, zaczął rozmowę na temat swojej kolekcji. Napomknął, że chciałby ją sprzedać.

Oczywiście zapytałem go, co to, za kolekcja i ile za nią chce? Jego odpowiedź mnie powaliła, powiedział, że w jego zasobach znajduje się ponad 100 000 płyt: cd i winyli wszelkich formatów. Z drżeniem serca zapytałem o cenę, powiedział 100 000 euro. Nawet pomyślałem, że to wcale nie drogo, bo po
1 euro za sztukę. Ale skąd tu wziąć 100 000 takich?

Przypuszczalnie ten cały muzyczny majdan, zbierany kilka dekad z różnych stron świata, przez, na pewno kilka osób, mógł być wart ponad 1 mln euro. Cena 10% wartości wydała się bardzo atrakcyjna. Ale pokażcie mi kogoś, kto ma, w naszej branży sprzedawców, zbędne 100 000 euro. No, ja osobiście nie znam takiego krezusa 😀

Zmierzam do tego, że każde kolekcjonowanie ma swój „punkt krytyczny”.

Czym jest „punkt krytyczny kolekcji”?

Moim zdaniem to, ten pułap tworzenia zbioru, gdy całościowa jego wartość po sprzedaży, będzie mniejsza niż włożony w nią kapitał.

Bardzo rzadko się zdarza, że to co włożymy w nasza kolekcję po kilku latach się uda odzyskać. Uśrednienie ceny kolekcji, zazwyczaj mocno zaniża jej wartość. Może tu działać zasada 20/80. Czyli 20% zbiorów stanopwi jej 80 % wartości. Niemniej jednak jest taka możliwość, żeby stało się inaczej.

Co wpływa na to, że nasza kolekcja zystkuje lub traci na wartości?

Musimy zdać sobie sprawę, że każda płyta w naszej kolekcji ma tylko dwie opcje: stracić lub zyskać na wartości. Od chwili kupna przez cały czas jej używania, płyta się zużywa. Wiadomo, że po 1000 odtworzeniach nie będzie brzmiała tak samo jak po pierwszym. W powietrzu jest wilgoć, tłuszcze, kurz, grzyby i inne badziewia, które, mają wpływ nawet winyle zachowane w foliach i z czasem powodują ubytek jakości okładek i wewnętrznych kopert. Trochę jak z samochodem z salonu, po rozfoliowaniu od razu jest NM. Ale może też przybrać na wartości, jeśli ją należycie przechowujemy, czyścimy, dbamy i z ostrożnością używamy. Ważny też jest dobór kolejnych pozycji, a także ich źródło pochodzenia.

Płyty z dyskontu, to kiepski pomysł na podniesienie wartości kolekcji.

Pytacie często, czy winyle z dyskontów i marketów to dobre, pod względem kolekcjonerskim, nabytki do Waszych zbiorów? Opierając się na doświadczeniach wcześniejszych dekad z płytami „dyskontowymi”, ich wartość nawet po 20, 30 latach jest znacznie niższa niż jej wartość pierwotna.

Dwa sposoby inwestowania

Aby Wam trochę pomóc, rozważę dwa sposoby inwestowania w winyle.

Pierwszy to, inwestowanie krótkoterminowe.

Posłużę się tutaj kilkoma przykładami z mojego doświadczenia w sprzedaży płyt nowych i używanych.

Pierwsze wydanie Led Zeppelin, pierwszego albumu:

Kilka lat temu można było nabyć ten unikat za ok. 1000 funtów w stanie NM, to dziś na discogs.com jej cena to nawet 8500 dolarów! Oczywiście, wiadomo: czy znajdzie się kupiec. Oficjalnie najdroższy eksponat na discogsie poszedł za ponad 2500 euro, to i tak kilkaset euro w skali 2-3 lat. Pokażcie mi taki bank, który da Wam takie odsetki!

Drugim przykładem niech będzie moje Cool Kids Of Death, które wydałem przez Winylowo Records w 2016 roku. Na początku można było je kupić za 130 zł, a już po 3 latach jej cena za wersję bez autografów, rzadko spada poniżej 300 zł, jeśli już ktoś chce sprzedać.

Trzecim przykładem z roku 2018 niech będzie: Lord Of The Rings „Drużyna pierścienia” wydana nakładem Warner Music.

Cena za ten zestaw w przedsprzedaży wynosiła niecałe 200 euro, dziś trzeba zapłacić ponad 400! Taki skok w niespełna rok!

Krótkoterminowe inwestowanie, to takie, oparte na przewidywaniu, że płyta, która mamy okazję kupić, rokuje iż w ciągu roku, dwóch a może trzech, zwiększy swoją wartość przynajmniej o 100%. Taka sytuacja pozwala nam na chwilę mrozić kapitał, aby z czasem móc go upłynnić i wydać tę kasę na płyty, bardziej pożądane w kolekcji.

Już czuję jak Wam się jeży włos na plecach. Toż tu kupczenie muzyką!

Jak mówi klasyk „business is business”, nie zrobisz tego Ty, zrobi inny. Oczywiście cała teoria inwestowania w płyty jest skierowana do tych, którzy mają oprócz żyłki miłośnika i kolekcjonera, też smykałkę do przedsiębiorczości!

Drugi sposób to, inwestowanie długoterminowe.

Z tym już jest nie lada kłopot. Nasze kolekcje rosną, ich wartość również. Może być, że będzie tak jak w przypadku tego pana, który mnie chciał sprzedać 100 000 płyt, o wartości około 1 mln euro. Zamroził w kolekcji majątek, którego prawdopodobnie, a nawet na pewno, nikt mu nie zwróci. Dlatego moim zdaniem zdrowo jest, przynajmniej co dekadę przewietrzyć kolekcję i sprawdzić, czy nie ma tam, czegoś, czego moglibyśmy się już pozbyć. Wiadomo, że gusta z wiekiem się zmieniają. Jestem po 40-stce i śmiało mogę to potwierdzić. Sam wyprzedaję płyty, zespołów, których już nie słucham i wiem, że więcej ich już nie będę słuchał, że skończyła się u mnie pewna era.

Długoterminowe inwestowanie, zakłada, że nie pozbywamy się z czasem całej kolekcji (po przekroczeniu „krytycznego punku kolekcji” jest już to najzwyczajniej nie opłacalne.) a tylko jej części zorganizowanej wg. jakiegoś konkretnego klucza, np.: gatunku, wydawnictwa, artysty.

Podsumowując

Kolekcjonowanie krótkoterminowe powiązałbym z dość sprawnymi ruchami na pojedynczych egzemplarzach, a długoterminowe na całych kolekcjach i sposobie ich organizacji. Oba sposoby powalają zarobić pieniądze na dalszy rozwój pasji, tak aby nie drenować domowego budżetu.

Imponujące są życiorysy winylowych kolekcjonerów hardkorowców, którzy mają w swoich kolekcjach dziesiątki tysięcy winyli. Niestety zatracili się w tym i albo są bezdomni, kolekcję trzymają w garażu, albo na tę kolekcję leje się woda, bo dach przecieka. (Zobacz artykuł: Dziurawe dachy, rozbite małżeństwa. Świat obsesyjnych kolekcjonerów płyt). Zanim popadniemy w skrajności, warto się choć trochę rozeznać po możliwościach, jak możemy zarządzić tym co mamy. A odpowiadając na tytułowe pytanie: Czy inwestowanie w winyle ma sens? Odpowiadam: tak, jak najbardziej! Z jednej strony i tak zajmujemy się naszymi kolekcjami, a przy okazji oceniania i wyceniania, zdobywamy szlify w drobnej przedsiębiorczości, no i nasza druga połówka będzie spokojniej spała!

Polecam też mój artykuł: O tym jak oceniać i wyceniać winyle! Pomoże Wam on się rozeznać w tym, co macie w kolekcji i ile to może być warte.

Mam nadzieję, że ta garść informacji zachęci Was do dogłębniejszego badania tego co już macie w swoich zbiorach, a także do tego, że z większa świadomością będziecie te zbiory powiększać. Romantyzm, romantyzmem, ale nie warto zostać jego ofiarą. Pasja, pasją, a hajs musi się zgadzać.

Poniżej zarejestrowana Kawa z Panem Winylem z dziś tj.12/02/2019 r. właśnie na ten temat!

Kanał Pana Winyla na YouTube, daj suba i dzwoneczek

Dziękuję

Pozdrawiam

Pan Winyl

4 myśli na temat “Czy inwestowanie w winyle ma sens?

  1. Widzę, ze nie masz w ogóle wiedzy o inwestycji w winyle. Zobacz sobie jakie ceny osiągają woski z polskim rapem, o których w ogóle nie wspomniałeś. 300 PLN za CKOD to sa naprawdę śmieszne pieniądze 🙂

    Polubienie

    1. Cześć! No to może podaj jakieś przykłady. Wtedy ja się czegoś dowiem i inni i Twój komentarz będzie miał jakiś sens 😀 Pozdro Panie Woskowy 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s