Witajcie po dwóch tygodniach w kolejnym odcinku mojego leksykonu. Ostatni wpis dotyczył grupy Kino z ZSRR, a tym razem chciałabym Was zabrać do Holandii. Przedstawię Wam płytę, która bardzo mocno wpłynęła na mój gust muzyczny. Była dla mnie białym królikiem, za którym podążałam i odkryła przede mną nowy magiczny świat. Świat darkwave. Dziś Clan Of XymoxMedusa

Znacie to uczucie, gdy muzyka do Was przemówi?

Clan of Xymox to holenderski zespół wykonujący mroczną i ponurą odmianę nowej fali czyli darkwave. Styl ten jest mocno powiązany z rockiem gotyckim , ale różni się włączeniem sporej ilości syntezatorów i elektroniki, chociaż sam frontman utrzymuje, że nie robi zawsze czegoś w jednym gatunku, bo raz mu bliżej do gotyku a innym razem do Combichrista i sam określa swoją muzykę jako Dark Electro Goth.

Ronny

Głównym założycielem, członkiem dożywotnim i jedyną osobą jaka została z pierwotnego składu jest
Ronny Moorings. Muzyką zaczął się interesować już jako 3 letni dzieciak. Dorastał przy The Beatles i The Rolling Stones. Później grywał w lokalnych kapelach i był DJ-em na imprezach. Jako młody Holender był z jednej strony pod wpływem Neue Deutsche Welle (nowej fali niemieckiej) czyli takich zespołów jak DAF, Einsturzende Neubauten czy Die Krupps, z drugiej strony pojawił się brytyjski rock gotycki jak Bauhaus , Sisters of Mercy czy Siouxsie and the Banshees. W czasie studiów pracował w klubach muzycznych, nadal też zajmował się DJ-ką, także w radiu. Do tej pory przyjmuje zaproszenia na prowadzenie imprez.

Moorings lubi jak ludzie się bawią przy muzyce, widać to na koncertach COX (skrót od Clan of Xymox), które są bardzo energetyczne, kawałki mocno podbite. Wielu osobom ciężko ustać w miejscu. W niektórych momentach koncerty są blisko czarnej, mrocznej „dyskoteki”. Na tych, na których byłam Ronny chętnie wychodził do fanów, na jednym nawet wpadł na afterparty.

Ronny w Gliwicach (2017), fot. autorka

Szkoda, że niewiele widać na moim zdjęciu z Mooringsem, zostało zrobione w ciemnym miejscu, zresztą bardzo pasującym do mrocznej muzyki. Można go poznać tylko po charakterystycznej fryzurze, więc lepiej dołączę fotkę z koncertu. Swoją drogą podobno Ronny próbował zmienić to co ma na głowie – wyglądał i czuł się fatalnie, dlatego postanowił zostać jednak przy swoim czarnym tapirze.

Krótka historia zespołu

W 1981 roku Ronny Moorings wraz z Anke Wolbert zakładają zespół pod nazwą Xymox. Wydają pierwszą EPkę „Subsequent Pleasures” nakładem zaledwie 500 szt . Wtedy już Xymox zaczęli koncertować z Pieterem Nootenem, który został członkiem zespołu. Przełomem w ich karierze było zaproszenie ich przez samego Brendana Perry do supportowania Dead Can Dance. Tak zyskali popularność i podpisali kontrakt z legendarną wytwórnią 4AD. Jak zapewnia Ronny w jednym z wywiadów był to pierwszy kontrakt 4AD z nową kapelą od 3 lat.

W 1985 roku zespół zmienia nazwę na Clan of Xymox i nagrywają pierwszy album pod tym samym tytułem. Kolejnym krążkiem i zarazem ostatnim w 4AD jest „Medusa” z 1986 roku w składzie Moornings, Wolbert, Nooten. Współproducentem płyty był John Fryer, który pracował z takimi zespołami jak Depeche Mode, NIN, Cocteau Twins, a ponadto członek zespołu This Mortail Coil.

Kolejnymi krążkami są „Twist of Shadows” i „Phoenix”, znów skrócono nazwę do Xymox a z zespołu odszedł Nooten. Te dwa albumy zostały wydane przez PolyGram, dla mnie nie są najlepsze, za bardzo popowe. Przy czym „Twist of Shadows” to największy sukces komercyjny grupy. Chociaż według Ronnyego plany do tego albumu były o wiele większe, ale z braku takich funduszy, jakimi dysponowało np Tears For Fears, byli zmuszeni zatrudnić jedynie kwartet smyczkowy.

Następnie z zespołu odeszła Wolbert i Xymox całkowicie zmienili styl. Na płytach „Metamorphosis” i „Headclouds” chcą wejść w taneczny świat lat 90. Moim zdaniem nie wyszło to im na dobre, zbyt odeszli od swojej stylistyki, ale może są amatorzy tych albumów. Ja do nich nie należę.

Zespół zawiesza działalność.

W 1997 roku wracają znów jako Clan of Xymox! Użycie dawnej nazwy jest też powrotem do korzeni – tych dźwiękowych i stylistycznych. Brzmienie jest jak dawnego Clan’u, ale odświeżone z użyciem nowych technologii. Najpierw wydają „Hidden Faces” a kolejnie „Creatures”, dobry, mroczny album, o wiele ciemniejszy niż poprzednik. Tym pokazali, że wrócił dawny COX. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość.

Mogłabym Wam pisać o każdym albumie, płyta po płycie, ale to płodny zespół a dziś się skupiamy na „Medusie”. Jest jednak jedna sprawa, której nie mogę pominąć, mianowicie moja druga miłość do Clan Of Xymox zrodziła się po usłyszeniu albumu „In Love We Trust” w 2009 roku. Dwa lata później ukazał się „Darkest Hour”, który mnie tylko utwierdził, że to jest TO!

Na tą chwilę ostatnim wydanym krążkiem jest „Spider On the Wall” z 2020 r. Premiera winyla 13 marca.

Recenzja

Już od pierwszych dźwięków „Theme I wiadomo, że wyruszamy w magiczną i mroczną podróż. Płynnie przechodzimy do żywszej tytułowej „Medusy”, w której już czuć koncepcję całego Clanu czyli zdecydowany i powolny rytm automatu perkusyjnego, syntetyczne dźwięki klawiszy, bas i melodyjny głos Ronniego, wszystko utrzymane w posępnym klimacie.

Później pojawiają się „Michelle” i „Louise”. Dlaczego te dwa utwory wypisałam razem? Bo są słuchane w naszym domu kolektywnie. Mąż jest zwolennikiem „Michelle”(może dlatego, że czuć w nim powiew zachodu?). Ja zdecydowanie kocham „Louise”, który jest dla mnie jednym z dwóch najlepszych utworów na płycie – słucham go z ciarkami na ciele, szczególnie pod koniec. Według mnie brzmi nadal świeżo.

Utwór „Masquerade” został napisany i zaśpiewany przez Wolbert. Anka opowiadała, że programowała każdą jego nutę zafascynowana przejściem z Commodore 64 na Atari ST.

Album kończy piosenka „Back Door” , chociaż lepiej tutaj użyć słowa zwieńcza. Mój ulubieniec, który urzeka mnie i porywa absolutnie, od początku do końca.

Album „Medusa” uważam za opus magnum COX. I nie jestem w tym zdaniu odosobniona. Z początku tylko Ronny był pewien tego albumu, musiał wszystkich do niego przekonywać. Nawet w wytwórni powiedzieli mu, że materiał nie jest wystarczająco dobry i należy go dopracować. Ta płyta był najtrudniejszym dla Mooringsa a stał się dziełem jego życia, porównuje go w jednym z wywiadów do „jedynego z ośmiorga dzieci, które urodziło się z problemami a stało się pupilkiem”.

Cała płyta jest utrzymana w jednej konwencji. Melancholijnej, chłodnej, ale romantycznej. To rodzaj romantyzmu, który lubię najbardziej. Ten, który ubiera się na czarno.

Clan of Xymox to spójny, mroczny projekt, ponadczasowy. Xymox natomiast to kierunek eksperymentalny, często taneczny i (miał być) bardziej przystępny. Ja osobiście polecam tylko ten pierwszy. A płyta „Medusa” to drzwi, otwarte przez Clan of Xymox dla wielu nowych zespołów, które podążają drogą darkwave. Warto ją mieć!

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo: 4AD
Numer katalogowy: CAD 613
Format: LP, 12″
Kraj: UK
Rok wydania: 1986
Gatunek: Electronic, Rock , Style: Synth-pop, Dark Wave, Dark Electro Goth (według Ronny’ego)
Ceny albumu wahają się między 14 EUR a 125 EUR w zależności od stanu.

Pozdrawiam

Agnieszka Protas

Jeśli masz jakieś opinie, sugestie czy refleksje, którymi chcesz się podzielić, pisz na mój redakcyjny email: agnieszkaprotas@panwinyl.pl

red. agnieszka protas
red. agnieszka protas

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

2 Replies to “SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #2: CLAN OF XYMOX „MEDUSA””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *