Nietuzinkowych płyt ciąg dalszy, dwa tygodnie temu pisałam o The Sisterhood, a dziś o innej płycie, której okładka również ma w sobie sporo czerni: Molly Nilsson „History”.

Pamiętam jak w 2012 roku zainteresowaliśmy się z moją drugą połową Green Zoo Festival. Pomysł organizatorów na ten festiwal był bardzo ciekawy. Chodziliśmy po okolicach krakowskiego Rynku, od knajpy do knajpy, w których odbywały się koncerty. Z pewnością do zakupienia karnetów przekonało nas również, że wystąpi Tarwater, zespół, który już kilka lat wcześniej widzieliśmy na żywo. Green Zoo Festival okazał się objawieniem. Nie tylko przez swoją formę, ale i artystów, którzy występowali. Na stałe do naszej płytoteki wpisali się Moonface, Ben Caplan i fantastyczna, hipnotyzująca Molly Nilsson.

Kobieta, która potrafi skupić na sobie pełną uwagę publiczności nie robiąc niczego spektakularnego. Na scenie jest tylko sprzęt i Ona, ubrana na czarno blondynka. Przez wiele lat nosiła charakterystyczną, krótką grzywkę. To i jej talent, w zupełności wystarczą, żeby zainteresować publiczność. Pierwszy raz ją spotkałam, gdy promowała album „History”.

Po tym wydarzeniu widziałam Molly na żywo jeszcze dwa razy i mam nadzieję, że po powrocie normalnych czasów znów będę mogła uczestniczyć w jej koncertach.

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #5: MOLLY NILSSON "HISTORY"

Molly

Molly Nilsson to piosenkarka, autorka tekstów i kompozytorka mieszkająca w Berlinie.

Wykonuje muzykę synth-pop, czasem jej styl nazywany jest również dark pop’em czy retrofuturyzem. Ona sama słucha muzyki tanecznej, klasycznej i instrumentalnej.

Urodziła się w 1984 roku w Sztokholmskim Gröndal, w wieku 11 lat jej rodzina przeniosła się do Södermalm – spokojnej i artystycznej dzielnicy miasta. Do Berlina przeprowadziła się w 2004 roku. Karierę zaczynała jako artystka komiksowa i pisarka. Rysowanie jest dla niej bardzo relaksacyjne, natomiast muzyce oddaje się cała i potrzebuje do tego pełnego skupienia. Gotowe piosenki traktuje jak obrazy.

Prywatnie uwielbia podróże jako pasażer. Gdy ogląda widoki, słucha muzyki i pije przy tym drinka to czuje się na swoim miejscu.

Molly ma słaby wzrok, ale lubi to w sobie. Okulary ją ograniczają, używa ich tylko w sytuacjach, gdy jest to całkowicie niezbędne.

Często obserwuje ludzi. Patrzy jak świat zabija czas grając w kolorowe cukierki na telefonach zamiast się zatrzymać, pomyśleć, napisać wiersz, marzyć, pobyć samemu ze sobą. Sama często śpiewa o samotności. Tej dobrej, chociaż w naszym świecie utarło się, że samotność jest czymś złym. Molly pokazuje, że nie ma nic bardziej mylnego. To wspaniały czas dla siebie, trzeba go tylko umieć spożytkować.

Człowiek orkiestra

Nilsson wszystko robi sama. Śpiewa, gra, komponuje, nagrywa, wydaje. Uważa, że tylko wtedy ma pełną kontrolę nad stworzeniem muzyki, a efekt końcowy dzięki temu nie jest produktem. Cały proces porównuje do sprzedawania domowej lemoniady. Dlatego też Molly założyła własną wytwórnię Dark Skies Association.

Tworzy przy pomocy komputera i klawiszy. Do tego potrzebuje tylko potężnego stołu, żeby pomieścić swoje filiżanki i popielniczki.

Z dbaniem o wszystko samemu wiążą się również nieprzyjemności, jak radzenie sobie z hejtem w Internecie i częste spowalnianie procesu twórczego.

Jej wyobrażenia o rynku płytowym były całkowicie inne, teraz już wie, że to bzdura i tylko biznes. W przyszłości chciałaby otworzyć punkt ksero, tanie miejsce dla wszystkich. Ma już na to pełen plan a nawet nazwę.

Do tej pory Molly wydała 8 płyt. Dziś zajmę się „History”, pięknym albumem, który premierę miał w 2011 roku. Oryginalnie ukazał się na winylu w zaledwie 500 ręcznie numerowanych kopiach. Moja ma numer 267 i została podpisana na jednym z koncertów – „for Aga” jako, że „Agnieszka” przeraża osoby z innych krajów. W 2019 roku krążek doczekał się wznowienia i można go kupić w cenie około 100 zł.

Molly Nilsson "History" płyta

Recenzja

Album otwiera utwór „In Real Life”, miły i równo bujający. Już od początku słychać pomysł Molly na siebie i swoją twórczość.

Drugi to wspaniały „I Hope You Die”. Zakochałam się w tej piosence po pierwszym odsłuchu. W tekście pojawia się mój ulubiony czarny romantyzm. Piosenka o miłości prawdziwej, w której raz się nierozumiemy, innym razem jest wspaniale, o marzeniu odejścia z tego świata razem, w tej samej chwili. Piękna melodia, świetnie nałożone głosy Molly i żywszy rytm tworzą wraz z tekstem niesamowity klimat.

Kolejnym utworem, który mocno utkwił mi w pamięci jest „Hiroshima Street”. Spokojny, melancholijny z przepięknym pierwszym wersem „In the eyes of lovers every sight’s divine ” .

Pierwszą stronę zamyka instrtumentalne „Intermezzo: Party”. Słowa piosenek są dla Molly bardzo ważne, mimo to lubi też pisać utwory instrumentalne, które bardzo często stają się jej ulubionymi.

Druga strona zaczyna się od jednego z najbardziej znanych kawałków czyli „Hotel Home”.

Następnie pojawia się niespodzianka „City of Atlantis”, najżwawsza piosenka, przy której można potańczyć. Tutaj najlepiej słychać zamiłowanie Molly do muzyki tanecznej.

„Qwerty” spokojny , nastrojowy utwór o tym, że jesteśmy TY (U) i JA (I) obok siebie jak klawisze na klawiaturze i zawsze to TY jesteś pierwszy(a), poźniej dopiero JA. Fantastyczne solo na klawiszach pod koniec utworu jest idealne, by zamknąć oczy i dać się ponieść dźwiękom.

Płytę zamyka „Skybound”.

Album jest wyborny, utrzymany w jednolitym klimacie. Po przesłuchaniu jednego utworu już zawsze będzie można z łatwością rozpoznać Molly Nilsson.

Molly na każdej płycie zaprasza nas do wycieczki przez swoje widzenie świata, ze wspaniałym krajobrazem jakim jest tworzony przez nią minimalistyczy synth-pop. A to wszytko otulone pięknym, nietuzinkowym, niskim głosem. Jestem osobą dla której liczy się przede wszystkim muzyka, ale w tym przypadku uważam, że warto się zagłębić w teksty. Do mnie cała postać przemawia. Bardzo. Niektórym jej twórczość może wydawać się monotonna, dla mnie ta prostota i konsekwencja są genialne. Stworzyła własny styl, inny od wszytkich. Album „History”uważam za najlepszy z dotychczasowego dorobku tej niebanalnej Artystki. Warto go mieć!

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo: Dark Skies Association
Numer katalogowy:  DSA010
Format: Vinyl, LP, Album,
Kraj: Niemcy
Rok wydania: 2011
Gatunek: Electronic , Style: Synth-pop
Ceny albumu wahają się między 99 USD a 140 EUR w zależności od stanu

Pozdrawiam

Agnieszka Protas

red. agnieszka protas
red. agnieszka protas

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

2 Replies to “SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #5: MOLLY NILSSON „HISTORY””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *