Renata Lewandowska – Dotyk

Czas zmienia oblicze muzyki w sposób miejscami nieobliczalny. Dzisiaj w zasadzie każdy może wydać album tzw. własnym sumptem, natomiast trzeba mieć świadomość, że nie zawsze tak było. Niektórzy iście wybitni artyści musieli walczyć, żeby szersza publika mogła się zapoznać z ich twórczością.
Internet nie istniał od zawsze. Kiedyś nie było nawet YouTube’a – serio. Kiedyś świat był nieco inny. Czy lepszy? Nie wiem. Z pewnością każdy ma swoje unikalne wyzwania, a moja historia z tym albumem rozpoczęła się w zeszłym roku…

Pierwsze spotkanie z dźwiękami.

Jest schyłek roku 2020. Powoli dojeżdżam samochodem do domu. Nie usunąłem jeszcze z banku pamięci częstotliwości radia, które przestawało już dla mnie w zasadzie istnieć. To zapewne wynik mojego lenistwa, że pod klawiszem „3” wciąż można usłyszeć dźwięki rozgłośni. W tle leci audycja, której nie poświęcam zbytniej uwagi i nagle słyszę te brzmienie! Soul, jazz, big beat… Jak to właściwie nazwać? Mam trudności w jednoznacznym nazwaniu dźwięków wydobywających się z głośników. Utwór brzmi nowocześnie, ale zamierzchle zarazem. Jest w tym pewien intrygujący mnie dysonans. Nie znam tego sposobu realizacji miksu w kompozycjach sprzed kilkudziesięciu lat! Do tego pojawia się silny damski głos, którego nigdy wcześniej nie słyszałem. Oniemiałem…

Pretensja do ojca.

Nie uważam siebie za znawcę polskiej muzyki rozrywkowej lat siedemdziesiątych, natomiast elementarną wiedzę posiadam. Zastanowił mnie fakt, iż tak fantastyczna płyta mogła umknąć mojej uwadze. Szukałem w swojej głowie artysty, z którym mógłbym ten piękny wokal połączyć. Może jakby Mira Kubasińska, ale jednak nie do końca. Produkcja nagrań zrealizowana jakby współcześnie – bardzo krystaliczna, wręcz nieskazitelna. Muzyka natomiast wyraźnie z „tamtych lat”. Poczułem się głupio, ale z drugiej strony pojawił się zarzut do mojego ojca, który przecież miał za zadanie edukować mnie muzycznie! Czyżby zapomniał o tak wyjątkowej artystce?

Album wydany po pięćdziesięciu latach!

Zatrzymałem się pod domem, wciąż siedząc w samochodzie czekając na koniec utworu. Podsumowanie redaktora prowadzącego audycję rzuciło nieco światła na właśnie kończącą się kompozycję. Premiera albumu miała miejsce kilka tygodni wcześniej! To debiut artystki, a nagrania pochodzą z lat siedemdziesiątych. Na własną rękę musiałem dotrzeć do powodu tak dziwacznego przebiegu wydarzeń. Jedno jest pewne. Jest to jedna z tych płyt, na którą nieświadomie czekałem!

Wokalistka, czy architekt wnętrz?

Historia Renaty Lewandowskiej jest niepospolita. Była to młoda artystka, która kształciła się w kierunku architektury wnętrz. Oprócz tego jej pasją był śpiew – sama nie pisała tekstów ani nie komponowała. Swoją twórczość opierała na wybieraniu kompozycji, które były jej proponowane przez innych. W sercu grał jej soul z elementami funku i jazzu. Niestety w tamtych czasach panowało wielkie zapotrzebowanie na przaśny pop, niekiedy rock. Na soul miejsca brak.

Nie zniechęcało to Renaty Lewandowskiej i wciąż próbowała swoich sił mimo niewielkiego zainteresowania mediów i producentów muzycznych. Po kilku latach występów i nagrań przygotowała autorski materiał i czekała na odpowiedź wydawnictwa, czy będzie szansa na prezentację twórczości szerszej grupie odbiorców. Odpowiedź nie przyszła. Piosenkarka wyprowadziła się za granicę i ostatecznie osiadła w Stanach Zjednoczonych pracując w wyuczonym zawodzie.

Jej głos nie został doceniony, a talent szybko zapomniany.

Wszystko uratował pewien młodzieniec.

Czterdzieści lat później pewien kilkunastoletni chłopiec trafił na nagranie tej artystki. Oczarowany unikalnym głosem zaczął szukać kolejnych nagrań. Kilka z nich udało się namierzyć w archiwum Polskiego Radia. Okazało się, że piosenkarka na dobre pożegnała się z karierą muzyczną i nic poza nagraniami zarejestrowanymi w czasie Polskiej Republiki Ludowej nie było. Wspomniany młody człowiek odnalazł panią Renatę, która od lat mieszkała w USA pod zmienionym nazwiskiem. Domyślam się, że musiał być niezwykle zmobilizowany – zadanie z pewnością do łatwych nie należało. Skontaktował się z nią i zaprezentował utwory, które udało się mu odnaleźć. Efektem rozmów było wybranie dziewięciu utworów, które miały być wydane, jako jeden album. W wybór kompozycji, ich kolejność, projekt okładki, wraz ze zdjęciami została zaangażowana sama artystka. Poza piękną muzyką i hipnotyzującym głosem mamy piękne wydanie debiutanckiego albumu Renaty Lewandowskiej „Dotyk”. Wkładka wraz z opisem tej niezwykłej historii w dwóch językach jest niewątpliwym atutem wydania.

Ceny poszybowały.

Album rozszedł się na przysłowiowym pniu. Próbowałem go namierzyć na rynku wtórnym, ale bolało mnie płacenie trzykrotności ceny katalogowej. Winyl w grudniu 2020 roku otrzymałem w prezencie. Tego samego dnia płyta została przesłuchana kilkukrotnie. Wcześniej przesłuchałem ją korzystając z popularnego portalu streamingowego. Wiem – profanacja, ale nie mogłem się doczekać, aby przesłuchać cały album. Musiałem to zrobić tu i teraz. Życie nas tak rozpieszcza… To, co zaskakuje to spójność całej produkcji. Utwory rejestrowane na przestrzeni kilku lat, a mimo to brak wrażenia przypadkowości.

Renata nie podzieliła losu van Gough’a.

Nasunął mi się przykład Vincenta van Gogha – jeden z obecnie najdroższych malarzy nie sprzedał żadnego dzieła za życia. Doceniony został dopiero po śmierci. Niezwykle cieszy mnie fakt, że Renata Lewandowska mogła być świadkiem swojego wielkiego sukcesu za życia, bo jak inaczej można nazwać wyczyszczenie całego nakładu debiutanckiego albumu w przeciągu kilku tygodni?

Co do samych utworów, zachęcam po prostu przesłuchania całości i zanurzenie się w podróż w czasie. Mało jest tak niezwykłych produkcji z tak niepowtarzalną historią. Z jednej strony smutno, że tak wyjątkowi artyści nie zostali zauważeni – ciekawe, co by było, gdyby Renata Lewandowska wydała materiał w latach siedemdziesiątych i jaką spuściznę by pozostawiła – tego nigdy się nie dowiemy. Z drugiej strony cieszy fakt, że po blisko pięćdziesięciu latach jej nagrania ujrzały światło dzienne. Jak dla mnie „Dotyk” to muzyczne wydarzenie roku!

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo: The Very Polish Cut-Outs
Numer katalogowy:  TVPCRE001
Format: Vinyl, LP, Album,
Kraj: PL
Rok wydania: 2020
Gatunek: Funk / Soul, Pop , Style: Soul
Ceny albumu wahają się między 41 euro a 84 euro w zależności od stanu

Pozdrawiam

Oktawian Trybek

Redaktor Oktawian Trybek
Redaktor Oktawian Trybek

Zobacz najnowszy odcinek: 33 Obroty Na Minutę Oktawiana i jego taty:

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *