Dwa tygodnie temu opowiadałam o Pet Shop Boys czyli o synth-popie połączonym z disco. Dzisiaj również będzie o muzycznym miksie. Co powstanie z połączenia rocka progresywnego, motywu przewodniego w rytmie disco lat 70-tych, orkiestry symfonicznej, dźwięków rodem z kosmosu oraz wielkich głosów i narracji? To może być tylko „Jeff Wayne’s Musical Version of the War of Worlds”. Czyli wspaniała rock opera z 1978 roku.

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #7: JEFF WAYNE „JEFF WAYNE'S MUSICAL VERSION OF THE WAR OF WORLDS”

Trochę historii

Najpierw jednak należy się cofnąć w czasie do roku 1898, w którym zostaje wydana książka H.G. Wellsa „Wojna Światów”. Powieść napisana by przerażać i całkowicie zmienić literaturę fantastycznonaukową. To pierwszy przypadek ukazania zniszczenia Ziemi przez Marsjan i możliwości najazdu przybyszów z kosmosu w celu zgładzenia rodzaju ludzkiego.

W 1938 roku Orson Welles (później twórca niesamowitego „Obywatela Kane’a”) dał powieści drugie życie. Jego radiowa adaptacja wzbudziła niepokój wśród mieszkańców USA. W niektórych stanach wybuchła nawet panika. Słuchacze potraktowali słuchowisko jako prawdziwy reportaż z najazdu Marsjan.

W 1953 roku powstał film „Wojna Światów” w reżyserii Byrona Haskina. Ekranizacja zdobyła Oscara za najlepsze efekty i została nominowana w dwóch innych kategoriach.

Chyba najbardziej dla nas znaną wersją jest wizja Stevena Spielberga, który w 2005 przenosi książkę na srebrny ekran. Czy jego wyobrażenie jest dobre czy złe? Zostawiam każdemu do oceny. Od siebie napisać mogę tylko tyle, że… bałam się bardzo. Horrory z gumowymi oczami czy galaretowatymi mózgami mnie nie ruszają, natomiast agresja kosmitów już tak. Do tego świetny dźwięk i obraz zrobiły na mnie wrażenie.

Skupmy się jednak na muzyce.

W latach 1976 – 1977 Jeff Wayne, kompozytor i multiinstrumentalista, nagrywa muzyczną adaptację „Wojny Światów”. W 1978 roku wydaje swój debiutancki, dwupłytowy album „Jeff Wayne’s Musical Version of the War of Worlds” z tekstem napisanym przez Garego Osborne’a. Płyta wydana jest pięknie. W środku znajduje się 16 stronicowa książka z ilustracjami Geoffa Taylora, Michaela Trima i Petera Goodfellowa oraz tekstami piosenek i opisem osób uczestniczących w nagraniach.

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #7: JEFF WAYNE „JEFF WAYNE'S MUSICAL VERSION OF THE WAR OF WORLDS”

Na zdjęciach wydanie UK CBS 96000

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #7: JEFF WAYNE „JEFF WAYNE'S MUSICAL VERSION OF THE WAR OF WORLDS”

Tej niesamowitej muzycznej przygodzie głosów użyczyli:

  • Richard Burton – aktor, sześciokrotnie nominowany do Oscara jako Dziennikarz Narrator,
  • Justin Hayward – wokalista i gitarzysta The Moody Blues jako Dziennikarz głos śpiewany,
  • David Essex – wokalista, kompozytor, aktor jako jako Artylerzysta,
  • Phil Lynott – muzyk, piosenkarz, założyciel Thin Lizzy jako Pastor Nathaniel,
  • Julie Covington – aktorka i wokalistka musicalowa jako Żona Pastora Beth,
  • Chris Thompson – piosenkarz i gitarzysta Manfred Mann’s Earth Band jako Głos Ludzkości.

Zawsze, gdy piszę artykuły słucham płyt, które opisuję. Tym razem odsłuchów było więcej niż zwykle, ponieważ postanowiłam opisać treść. Piosenka po piosence. Sama dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, które mi umykają przy słuchaniu. Należę do osób, które wsłuchują się w dźwięki , tekst jest dla mnie mniej ważny. Jednak tutaj gra rolę kluczową.

PŁYTA PIERWSZA

„The Coming of the Martians”

„The Eve of the War”

Całą historię opowiada nam Dziennikarz. Od wielu lat istoty z kosmosu badały i obserwowały ludzi. Zazdrosne o naszą planetę układały plan zniszczenia. Ludzkość nawet nie przypuszczała, że może istnieć życie w kosmosie i, że coś może nas zaatakować z Marsa.

Tak rozpoczyna się album. Kilka słów wypowiedzianych przez Burtona przenosi nas w całkiem inny świat. Już w pierwszej piosence pojawia się motyw przewodni w rytmie progresywnego disco. A ja jestem wciągnięta całkowicie.

„Horsel Comon and the Heat Ray”

Niesamowite, że tamten wieczór ludzie spędzili jak każdy inny. Było bezpiecznie i spokojnie. Następnego dnia zebrał się tłum i obserwował odkręcający się cylinder. Po otwarciu pokrywy ze środka wyszło z niej coś zaokrąglonego, błyszczącego i większego niż niedźwiedź. Gdy kilka osób się zbliżyło TO wypuściło z siebie promień ciepła i zamieniło wszystko wokół wraz z ludźmi w ogień. Wojsko otoczyło teren, a kolejnego dnia, o świcie, spadła z nieba gwiazda z zieloną poświatą. Był to kolejny cylinder…

„The Artyleryman and the Fighting Machine”

Do domu Dziennikarza przyszedł młody Artylerzysta. Brudny i cały we krwi. Opowiadał o metalowych maszynach, w których kokpitach siedzą Marsjanie i zabijają ludzi. Okazuje się, że kolejny cylinder wylądował najprawdopodobniej w Londynie, a tam mieszka ukochana Dziennikarza, Carrie. Artylerzysta i Dziennikarz postanawiają wyruszyć do stolicy.

Podczas podróży spotykają cztery ogromne, metalowe maszyny bojowe. Z drugiej strony nadeszła piąta maszyna, stanęła na wyprostowanych nogach (był to najbardziej przerażający widok w życiu Dziennikarza) i wytoczyła przeciw całemu miastu swoją najstraszliwszą broń – promień ciepła. Reszta maszyn wydała z siebie makabryczne wycie, dźwięk triumfu i zwycięstwa: „Ulla! Ulla! Ulla!” Dziennikarzowi cudem udało się ujść z życiem.

Świetny kawał progresywnej muzyki prowadzony przez syntezator i napędzany linią basu. W tym utworze pojawia się drugi spójny motyw dla całego albumu czyli krzyk Marsjan Ulla!. Mnie przeraża totalnie i nigdy się do niego nie przyzwyczaję. Według mnie cel został osiągnięty – słuchacz zostaje prawie sparaliżowany.

„Forever Autumn”

Dziennikarz dociera do Londynu, gdzie zastaje pusty dom Carrie i jej ojca. Niesamowicie opisuje ten strach, chaos i panikę, jaka zawładnęła ludźmi uciekającymi na statek, który ma ich uratować od „pogromu cywilizacji, masakry ludzkości”. Gdy patrzy na pokład odpływającego parowca widzi tam swoją ukochaną. Jest to jedyny utwór zbudowany jak rockowe ballady miłosne z lat 70. Piosenka stała się hitem dzięki Justinowi Haywardowi, a jej wersja w wykonaniu The Moody Blues trafiła w 1996 roku na album kompilacyjny „Time Traveller”.

„Thunder Child”

Ulla! – słychać okrzyk bojowy. Na morzu pojawiają się marsjańskie maszyny chcące unicestwić statek, na ratunek zostaje wysłany okręt wojenny Thunder Child, któremu udaje się zniszczyć jeden trójnóg a drugi mocno uszkodzić. Niestety maszyn jest zbyt wiele, Dziecko Burzy tonie w grobowcu z fal, a wraz z nim pogrzebana zostaje nadzieja ludzkości. Teraz cylindry spadają z nieba jeden za drugim.

Według mnie to najmocniejszy moment na albumie. Połączenie orkiestry, gitar i syntezatorów powoduje, że utwór jest bardzo mocno naładowany emocjonalnie. Strach, przerażenie zmieszane z nadzieją zostają zmienione w smutek nad zatopieniem dzielnego okrętu i w całkowity brak szans na uratowanie Ziemi.

PŁYTA DRUGA

„The Earth Under the Martians”

„The Red Weed”

Obraz destrukcji, śmierci i zniszczenia. Ziemia jest obrośnięta czerwonymi chwastami. U schyłku XIX w. sądzono, że Mars zawdzięcza swój kolor porastającej go czerwonej roślinności. Marsjanie całkowicie przejęli naszą planetę. Druga płyta zaczyna się całkowicie inaczej niż pierwsza. Czuć zmianę klimatu, smutne, psychodeliczne dźwięki świetnie oddają wizję martwego świata z żarłocznym, pełznącym czerwonym chwastem.

„Spirit of Man”

Chodząc po obrośniętej kosmicznym zielskiem okolicy Dziennikarz zauważa ciało Pastora, postanawia go pochować. Nagle słychać krzyk kobiety: Nathaniel! Pastor otwiera oczy, kobieta podbiega, okazuje się, że to jego żona, Beth. Nathaniel jest obłąkany, uważa, że ludzi mordują diabły i tylko on mógł ocalić świat. Beth stara się podnieść męża na duchu, widzi nadzieję w człowieku, wie, że jest po co żyć a nawet po co umierać.

Na domu, w którym się ukrywali ląduje cylinder. Marsjanie opracowali nową maszynę, która zbiera ludzi do metalowego kosza. Gdy szukają żony Pastora okazuje się, że została zgnieciona pod gruzami domu. Ten utwór należy do Julii Covington. Jej spokojny głos i piękna melodia fantastycznie wzbudzają w słuchaczu nadzieję, która zostaje zgnieciona przez rumowisko razem z Beth.

„The Red Weed (part 2)”

Pozostający w ukryciu Pastor i Dziennikarz zauważyli, że Marsjanie żywią się ludzką krwią. Nathaniel stwierdził, że to znak i że będzie z nimi walczyć krzyżem. Zanim Dziennikarz zdążył go uciszyć już zostali zauważeni. Ciało Pastora zostało zabrane przez marsjański szpon. Gdy maszyny odeszły i nastała cisza Dziennikarz znów postanowił wyruszyć w stronę Londynu.

„Brawe New World”

Po drodze między zgliszczami spotyka Artylerzystę, tego samego, którego poznał wcześniej, na początku podróży. Ma on plan na zbudowanie nowego świata dla ludzi, pod ziemią. Całą swoją koncepcję przedstawia Dziennikarzowi.

„Dead London”

Dziennikarz porzuca marzyciela i dociera do martwego Londynu. Wszędzie leżą trupy, miasto jest całkowicie zniszczone, a wszystko pokryte czarnym pyłem. Wspaniały ambientowy utwór, raz po raz przecinany odgłosem Ulla!, lecz tym razem dźwięk przypomina bardziej zawodzenie niż okrzyk bojowy.

W tym momencie nasz bohater stwierdza, że to już koniec. Szuka źródła dźwięku, gotowy oddać się maszynom. Biegnie do nich, wdrapuje się na wzgórze i zauważa, że czarne ptaki wydziobują z machin czerwone chwasty i część z nich leży rozbita z martwymi Marsjanami.

Tu płyta robi pętlę. Wraca disco progresywny motyw przewodni, rozpoczynający album. Okazuje się, że ludzkość nie miała szans z Marsjanami, ale od środka zostali zaatakowani przez ziemskie bakterie. To one przesądziły o ostatecznym wyniku tej wojny.

„Epilogue (Part 1)”

To krótka opowieść o powrocie ludzi do ich domów, w tym Carrie. Przy czym pojawiają się tutaj obawy o ataki w przyszłości.

„Epilogue (Part 2) NASA

Scena z przyszłości. Lądowanie na Marsie. Co tam się wydarzyło? Zachęcam do przesłuchania całego albumu. Wraz z jego końcem nastaje głucha cisza.

„Jeff Wayne’s Musical Version of War of the Worlds” to wspaniały album koncepcyjny odbijający się echem w późniejszych czasach. Zmieszane i nagięte gatunki muzyczne dają nietuzinkowy efekt, Historia opowiadana niesamowitym głosem Richarda Burtona wciąga i nie odpuszcza aż do samego końca. Uwielbiam czas spędzony z tym albumem. Starałam się go zarysować i streścić, ale tematu wciąż nie wyczerpałam. Kto słuchał, ten wie!

W naszym domu powstała (cytując klasyka) nowa tradycja. Zawsze w okolicy Świąt Bożego Narodzenia słuchamy tego albumu razem z moimi rodzicami. Moim zdaniem to wielkie i przemyślane dzieło, tą płytę warto mieć!

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo:  CBS
Numer katalogowy:    CBS – 96000
Format: Vinyl, LP, Album,
Kraj: Europe
Rok wydania: 1978
Gatunek: Rock , Style: Prog Rock, Symphonic Rock
Ceny albumu wahają się między 1 GBP a 70 GBP w zależności od stanu

Pozdrawiam

Agnieszka Protas

red. agnieszka protas
red. Agnieszka Protas

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

3 Replies to “SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #7: JEFF WAYNE „JEFF WAYNE’S MUSICAL VERSION OF THE WAR OF WORLDS””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *