“NO END IN SIGHT”

Czasy, w których dane jest nam żyć, są wyjątkowe na wiele sposobów. Mamy niespotykane wcześniej opcje rozwoju i realizowania swoich pasji. Żeby wydać książkę, nie jest potrzebne profesjonalne wydawnictwo – self publishing ma się dobrze i często okazuje się to szansą na wydanie pozycji, które budzą wątpliwości zysków ze strony wydawnictw. Kilkadziesiąt lat temu, artyści bez profesjonalnego wydawcy nie mogli liczyć na nagranie albumu – można to zaobserwować choćby na przykładzie historii Renaty Lewandowskiej, o której ostatnio pisałem. W dzisiejszym świecie nagranie albumu nie stanowi problemu. Wystarczy stosunkowo niedrogi sprzęt do nagrywania, nieco samozaparcia i marzenia o wydaniu własnej płyty są w zasięgu ręki.

Skromnie wydanie

Niedawno żółtą kopertę, a w niej płyta Jacoba Greena wrzucił mi listonosz. Album wydany raczej skromnie i bez specjalnego polotu. Płyta znajduje się w złożonej na pół okładce – brak pudełka, wkładki czy książki. Wydanie na nośniku fizycznym często potrafi być małym dziełem sztuki. Tutaj jest ono raczej skromne.

REDAKTOR OKTAWIAN PRZEDSTAWIA Jacob Green

One man band.

Muzyka artysty określana jest, jako połączenie bluesa i folku, a sam autor określa się, jako „one man band”. Otwieram „okładkę”, gdzie widnieje informacja, że producentem i autorem wszystkich kompozycji jest sam Jacob. Mimo iż sam gra na wielu instrumentach, to jest on również wspierany przez towarzyszących muzyków – jest ich w sumie czterech, ale większość z nich pojawia się jedynie w trzech utworach. Wokalistka wspiera artystę na większości kompozycji.

Dziki zachód.

Słuchając utworów, oczami wyobraźni widzę amerykańską prerię z naprędce zbitym ogrodzeniem dla bydła. Sam album jest jakby był nieco niedopracowany, ale może to zamierzenie producenta. Przypominam sobie kadry z filmu „It Might Get Loud”, gdzie Jack White za pomocą deski i gwoździa buduje „gitarę”. To moje skojarzenie po usłyszeniu pierwszych dźwięków.

W muzyce słychać piach i niemiłosiernie piekące słońce. Same kompozycje i mastering należą do raczej do szorstkich. Wyraźnie słychać niedoskonałości w warsztacie, ale nadaje to pewnej szczerości. Mam wrażenie, że jest to album nagrany, aby podzielić się pasją, a niekoniecznie umiejętnościami technicznymi. Z pewnością znajdą się pasjonaci tego typu podejścia.

REDAKTOR OKTAWIAN PRZEDSTAWIA Jacob Green

Klimat utworów.

Kompozycje idealnie wpisują się w moje wyobrażenie muzyki na żywo z baru gdzieś na głębokim wygwizdowie. W takim miejscu ta muzyka brzmiałaby najlepiej. Widzę farmera, który właśnie skończył oporządzać bydło i przyszedł do swojego ulubionego pubu, żeby swoim śpiewem „umilić” czas mieszkańcom wioski, których zna od urodzenia.

Skojarzenia – tak blisko, a tak daleko.

Jednym z utworów, który najbardziej wpadł mi w ucho już przy pierwszym przesłuchaniu to „Haters Beware” – mimo niedoskonałości w warstwie rytmicznej. Początek utworu mocno kojarzy mi się z „Ain’t No Love In The Heart Of The City” Bobby’ego „Blue” Blanda. Oczywiście to jedynie skojarzenie, bo pod względem warsztatowym te dwie kompozycje leżą raczej daleko od siebie. Mimo to, tego numeru słuchało mi się najlepiej i wydaje mi się, że przy odrobinie pracy mógłby okazać się nie najgorszym materiałem na singiel.

REDAKTOR OKTAWIAN PRZEDSTAWIA Jacob Green

Gatunek muzyczny, który trzeba lubić.

Komu mógłbym polecić tę płytę? Zapewne nie wszystkim. Dzisiaj w świecie krystalicznie czystych dźwięków niemiłosiernie traktowanych autotunem i innymi „ulepszaczami” straciliśmy nieco świadomości, że nie wszystko jest tak idealne. Album „No End In Sight” to idealny przykład, jak brzmiałoby wiele produkcji bez licznych zabiegów pielęgnacyjnych. W muzyce słuchać pasję, ale na próżno szukać tu doskonałości w jakiejkolwiek formie. Mam wrażenie, że z każdą dziedziną sztuki jest podobnie – zaczyna się od niepozornych prób wyrażenia swoich emocji, odczuć, spojrzenia na świat. Wielki szacunek wzbudzają we mnie artyści, którzy mimo niedoskonałości technicznych przedstawiają swoje dzieła publicznie. Za to z pewnością należy się również uznanie Jacobowi Greenowi.

Nie dla każdego.

Czasami odnoszę wrażenie, że celem wielu artystów jest zainteresowanie jak najszerszego grona odbiorców. Skutkiem czego produkcja jest niezwykle wygładzona i choć może podobać się wszystkim, to ciężko, żeby kogokolwiek zachwyciła. Podobnie ma się sprawa samego wydania – ma się podobać, ale też nikogo „nie urazić”. Mamy zatem wielu bardzo podobnych do siebie artystów brzmiących dobrze, a przez to nikt się nie wybija. Opisywany dzisiaj album zaproponowałbym wszystkim, którzy chcieliby zasmakować muzyki z minimalną ilością zabiegów poprawiających brzmienie, ale też jako doświadczenie natury dydaktycznej. Album ten bowiem doskonale pokazuje, jaką drogę musi przejść kompozycja od pierwszego pomysłu, do wersji finalnej. Tutaj usłyszymy sam początek tej drogi, co w uszach niektórych słuchaczy może się okazać namiastką wyjątkowej szczerości.

Sociale Jacoba:

Pozdrawiam

Oktawian Trybek

Redaktor Oktawian Trybek
Redaktor Oktawian Trybek

Zobacz najnowszy odcinek: 33 Obroty Na Minutę Oktawiana i jego taty:

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *