Po ostatnim wpisie o płycie Jeffa Wayna i jego muzycznej adaptacji „Wojny Światów” przenosimy się zaledwie rok później. Pod koniec 1979 roku, w kilka dni, na tzw „setkę” Porter Band rejestrują swój pierwszy album pt „Helicopters”. Mareriał został wydany w 1980 roku i już na zawsze wpisał się w kanon najważniejszych płyt rockowych w Polsce. Wszystkie teksty oraz muzykę napisał John Porter, dwie piosenki powstały z innymi członkami zespołu. Krążek zyskał status Złotej Płyty.

Zapraszam na ósmy odcinek Subiektywnego Leksykonu Płyt, Które Warto Mieć.

Historia

John Porter to piosenkarz, gitarzysta, kompozytor i autor tekstów. Pochodzi z angielskiego Lichfield, ale niedługo po jego urodzeniu, wraz z rodziną przeprowadzili się w okolice Cardiff (Walia). Po wielu podróżach i kilku różnych miejscach zamieszkania osiadł na stałe w Polsce w 1976 r.

Wraz z Korą Jackowską i Markiem Jackowskim tworzyli zespół Maanam Elektryczny Prysznic. Legenda głosi, że w 1979 roku zespół miał wystąpić we Wrocławiu. Zjawił się tylko John. Postanowił na szybko zaprosić do współpracy Leszka Chalimoniuka (perkusja), Kazimierza Cwynara (bas) i Alka Mrożka (gitara), którzy wspólnie zagrali akustyczny koncert.

Sam Porter opowiada w jednym z wywiadów, że po prostu on i Jackowscy chcieli iść w inną muzyczną stronę i dlatego zakończyli współpracę.

Kilka miesięcy po akustycznym koncercie zespół Poter Band zadebiutował na Muzycznym Campingu w Lubaniu.

W 2020 roku album „Helicopters” miał świętować swoje 40. lecie, planowana była trasa koncertowa z wspaniałymi muzykami, niestety pandemia pokrzyżowała te plany. Szkoda, bo myślę, że płyta dostałaby dzięki temu drugie życie, a bardzo na nie zasługuje. Gdy kilkanaście lat temu sprzedając płyty w jednym z dużych sklepów z muzyką, puszczałam ją „na sklepie” to osoby z mojego pokolenia często były zainteresowane co właśnie leci z głośników. Wydanie na CD kosztowało wtedy 9,99. Bardzo dobra muzyka plus ta niska cena często sprawiały, że Klient wracał do domu bogatszy o ten fantastyczny rockowy krążek.

Dalsza kariera

Oprócz wydawania płyt solowych John nagrywał również z innymi artystami.

Porter ma niesamowity talent, niemal wszystko czego dotknie, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, zamienia w kawał dobrej muzyki. Brał udział w nagraniu płyty Macieja Zembatego „Ballady Leonarda Cohena”, Pojawia się na albumie 2 plus 1 „Video”. Grał na gitarze akustycznej u Obywatela GC, nagrał też numer z T.Love „Pack Me In Your Suitcase”.

Można tak wymieniać i wymieniać, ale skupmy się na twórczości sygnowanej jego nazwiskiem.

W 2003 roku John Porter wydał wraz Anitą Lipnicą ich pierwszy album „Nieprzyzwoite Piosenki”. Ta płyta, jak i kolejne, nie wpisują się w mój gust muzyczny, ale nie można im odmówić sukcesu komercyjnego. Ten projekt sprzedawał się fantastycznie.

Praca z Nergalem z Behemota zaowocowała rewelacyjnym krążkiem Me And That Man „Songs of Love and Death”. To połączenie ciężeszego rocka i country bardzo mocno mnie wkręcilo.

Kolejną, według mnie, świetną współpracą okazała się płyta „Philosophia” nagrana przez Portera i basistę jazzowego – Mazolewskiego.

Oczywiście w międzyczasie Porter cały czas wydawał albumy solowe. Ostatni „Honey Trap” ukazał się w 2014r.

Miałam okazję zobaczyć Johna Portera na żywo trzy razy. Solo (akustycznie), z Me And That Man i z Wojciechem Mazolewskim. Każdy z tych koncertów był inny, każdy fantastyczny.

Chcę więcej!

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #8: PORTER BAND "HELICOPTERS"

Recenzja

Już pierwsze dźwięki „Ain’t Got My Music” pokazują, że mamy do czynienia z dawką rockowo – nowo falowego grania. Chwytliwa melodia i refren, który potem chodzi po głowie pół dnia, a do tego wyśmienity bas. Hit!

Panowie nie zwalniają tempa i pojawia się „Northern Wings” , kolejny bardzo dobry utwór.

Następny to tytułowy „Helicopters”, w którym czuć trochę country, odrobinę bluesa. Mnie nie przekonuje.

Końcówka pierwszej strony to petarda.

„Garage” tu wraca genialny, rockowy duch. To co w tym kawałku Porter wyprawia z głosem to czyste szaleństwo. Klimat jak w Talking Heads. Fantastyczny, jeden z moich ulubionych.

Jeszcze dobrze nie przestałam się bujać jak wchodzi „Refill”. Przebój totalny, niesamowicie energetyczny! Moja miłość do tego utworu nie słabnie od wielu lat. Piosenka została zagrana na koncercie Me And That Man, na którym byłam. Zaskoczenie i radość!

Druga strona zaczyna się spokojnie. Pierwszy utwór „Life” przywodzi na myśl piosenki Boba Dylana.

Tempo zostaje znów podkręcone dzięki „I’m Just a Singer”. Uwielbiam ten utwór szczególnie w wersji akustycznej. Jest taki wspaniały, chociaż niestety mało znany, album Portera „Magic Moments”, na którym gra i śpiewa solo. Materiał został zarejestrowany w Teatrze STU w Krakowie przy udziale publiczności. Zawiera 8 pięknych utworów tylko na gitarę i wokal. Ostatnim z nich jest właśnie moja ulubiona wersja „I’m Just a Singer”.

Polecam gorąco.

Kolejnym kawałkiem jest „Crazy, Crazy, Crazy”. Kto nie wiedział, że John Porter był częścią Maanamu powinien to doskonale poczuć w tym momencie.

Płytę kończy „Newyorkicity”.

„Helicopters” Porter Band to wyjątkowy album, który znajdował sie w prawie każdym polskim domu we wczesnych latach 80-tych, w którym mieszkali młodzi ludzie słuchający rocka. Płyta brzmiała jak zagraniczna, była powiewem świeżości i zachodu przez swoje post punkowe i nowo falowe zacięcie. Po ponad 40 latach piosenki nadal są świetne i cieszą ucho. Tę płytę warto mieć!

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #8: PORTER BAND "HELICOPTERS"

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo:  Pronit
Numer katalogowy:    SLP 4010
Format: Vinyl, LP, Album,
Kraj: PL
Rok wydania: 1980
Gatunek: Rock , Style: Rock
Ceny albumu wahają się między 5 EUR a 15 EUR w zależności od stanu

Pozdrawiam

Agnieszka Protas

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #8: PORTER BAND "HELICOPTERS"
red. Agnieszka Protas

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

4 Replies to “SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #8: PORTER BAND „HELICOPTERS””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *