Dwa tygodnie temu świętowałam 10. już odcinek Subiektywnego Leksykonu Płyt, Które Warto Mieć. Była płyta popularna i lubiana, dla mnie bardzo ważna i osobista. Tym razem będzie coś mniej znanego.

W planie miałam całkiem inny wpis, przełożę go na następny odcinek. Jako, że udało mi się dostać wejściówki na Inne Brzmienia w Lublinie, to zdecydowałam się na przedstawienie zespołu Tarwater. To właśnie przez nich tak bardzo zależało mi na wzięciu udziału w sobotnim dniu festiwalu. I jeszcze ta okładka – basen, parasol, idealna na ostatnią falę upałów.

To będzie moje trzecie spotkanie z Tarwater na żywo i czwarte z Ronaldem Lippokiem, którego widziałam również z To Rococo Rot.

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #11: TARWATER "SPIDER SMILE"

Tarwater

to niemiecki zespół założony w 1995 roku przez Berndta Jestrama – kompozytora, basistę, gitarzystę i programistę odpowiedzialnego za brzmienie oraz Ronalda Lippoka – perkusistę i programistę. Wcześniej panowie znali się z post-punkowego zespołu tworzącego po wschodniej stronie Żelaznej Kurtyny. Komponowali też wspólnie muzykę filmową i teatralną.

Duet przekonuje, że nie piszą piosenek jak większość Artystów. U nich wszystko dzieje się odwrotnie. Zaczynają od dźwięku i „pejzarzy dźwiękowych”. Nigdy nie wiedzą co z tego powstanie i gdzie ich to zaniesie. Nie mają również planów na tematykę płyty czy nawet kolejnego utworu. Nie lubią gdy coś ich ogranicza. Za pomocą elektroniki chcą uzyskać dźwięki jak najbardziej analogowe.

Wokal również jest traktowany jako instrument. Nie jest na pierwszym planie, nie przyćmiewa muzyki. Jednocześnie jest jednym z najbardziej charakterystycznych i wyciszających mnie głosów jakie znam.

Tarwater tworzą w Berlinie. Od zawsze. Nigdy nawet nie próbowali komponować i nagrywać w innym miejscu. Uważają, że osoby, które spotykają, oraz specyficzny klimat tego miasta mają ogromny wpływ na efekt końcowy. Ja również uważam Berlin za niesamowite miejsce na Ziemi, zimne i magiczne zarazem.

Tarwater, Katowice 2007r.

„Spider Smile” to druga płyta Tarwater nagrana w Morr Music.

Przejście do tej wytwórni zaowocowało fantastycznym połączeniem poszukiwania brzmień, znanych z wcześniejszych albumów z popową przystępnością. Artyści spod znaku Morr Music w większości wykonują tzw. inteligentną muzykę taneczną, ale też elektronikę połączoną z indie. Moim zdaniem do najciekawszych przedstawicieli należą Lali Puna, Sóley i Notwist. Jestram i Lippok zmianę tłumaczą chęcią rozwoju i poszukiwania całkowicie czegoś nowego.

Wcześniej przez prawie 10 lat Tarwater wydawali swoje płyty w Kitty-Yo. I faktycznie, zarówno oni jak i inni działający pod tym labelem, choćby Jimi Tenor czy Peaches, wykonują muzykę na granicy eksperymentu muzycznego , zabawy dźwiękami i programami.

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #11: TARWATER "SPIDER SMILE"

Recenzja

Płytę otwiera nieco mroczny, instrumentalny utwór „Shirley Temple”. To pierwsze nawiązanie do wyobrażeń o Ameryce, których na tym albumie jest sporo. Doskonale pamiętam uczucie w klatce piersiowej jak tą kompozycją zaczynali jeden z koncertów.

Kolejny to żywszy „World of Things to Touch”. Później pojawia się „Witchpark” w bardzo dziwnym klimacie. Z jednej strony atmosfera jest dubowa, z drugiej pojawia się harmonijka ustna trochę jak z country a trochę z bluesa, wszystko zbudowane na pętli zapożyczonej z „Sokut” Chronomad.

Teraz następuje mój ulubiony fragment albumu.

Trzy utwory pod rząd, które uwielbiam. Pierwszy „Marriage in Belmont” elektronika, wspaniale dorzucone gitary i głos, tym razem jest bardzo melodyjnie. Tekst piosenki to wiersz Dennisa Nurske, poety z Brooklynu. Fantastyczny!

I tu kolejny wyśmienity „Lower Manhatten Pantoum”, wydaje mi się, że najbardziej popowy i idealny kandydat na hit. Jak zazwyczaj oparty na syntezatorowej pętli. Drugiego głosu oraz gitary gościnnie użyczył JefvTaon. Ma w sobie coś transowego. Tutaj znów tekst jest wierszem współczesnego autora, poetki Elaine Sexton mieszkającej w Nowym Jorku. Mnie przekonuje cały.

I trzeci mój faworyt, tym razem instrumentalny „Roderich Usher”, daje wspaniałą chwilę odpoczynku. Absolutnie piękny, różniący się od reszty dźwiękami oboju. I ten dzwoneczek! Według mnie utwór powinien trwać przynajmniej pięć minut.

Później mamy weselszy moment albumu czyli „Arkestra”. Melodyjnie, pozytywnie z ptaszkami w tle.

„When Love Was the Law in Los Angeles” kawałek w typowym dla Tarwater klimacie. Zawsze wydaje mi się jakby był zbudowany ta tykaniu zegara. Do tego gitara, dzwoneczek. Nastrojowo.

„Easy Sermon” to kolejna piosenka ze słowami amerykańskiego poety, tym razem jest to Mark Jarman. Ten kawałek akurat do mnie nie przemawia.

„Sweet Home Under White Clouds” to ukłon Tarwater w stronę Virgin Prunes. I tu się pojawia pytanie czy lepszy oryginał czy wersja Lippoka i Jestrama?

Ostatnią, zamykającą album piosenką jest „When Tommorow Comes” z mnóstwem przedziwnych dźwięków.

Pop, ale nie do tańca

Płyta „Spider Smile” jest , jak na Tarwater, popowa. Do tego oprócz charakterystycznych dla nich dźwięków syntezatorów i elektroniki wyłaniają się tu też nagrywane do mikrofonu instrumenty jak gitara czy harmonijka. Ten już niebanalny zestaw został jeszcze udoskonalony o wiersze współczesnych, amerykańskich poetów.

To świetny krążek, żeby zacząć przygodę z tym zespołem. Jeśli kogoś zainteresuje to będzie wchodził dalej i głębiej. A tam czekają płyty od całkowicie opartych na elektronicznych brzmieniach, przez popowe i na swój sposób przebojowe albumy, aż po filmowy soundtruck.

To bardzo dobry przykład popu, do którego się nie tańczy. Przy Tarwater po prostu trzeba usiąść, zrelaksować się i wsłuchać w dźwięki. Reszta zadzieje się już sama.

Tę płytę warto mieć.

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo: MORR MUSIC
Numer katalogowy:   MORR MUSIC 073
Format: Vinyl, LP, Album,
Kraj: Niemcy
Rok wydania: 2007
Gatunek:Electronic , Style:  synth-pop, experimental
Ceny albumu wahają się między 9 USD a 22 EUR w zależności od stanu

Pozdrawiam

Agnieszka Protas

red. agnieszka protas
red. Agnieszka Protas

Polityka anty-algorytmiczna: w sekcji poniżej znajdują się warte uwagi treści, które mogą, ale nie muszą być podobne do tego co już przeczytałeś/przeczytałaś. Na moim blogu wprowadziłem politykę anty-algorytmiczną czyli ludzką. Dbam tym samym o to, żebyś miał/miała możliwość poznania różnej muzyki, różnych ludzi i różnych opinii.

Uwaga! Możesz tu znaleźć treści, z którymi się nie zgadzasz, pamiętaj, że nie oznacza to, że Cię nie szanuję.

PS.: To, że korzystam z narzędzi używających algorytmów, oznacza tylko tyle, że używam ich świadom ich zalet i wad!

Polecane treści:

One Reply to “SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #11: TARWATER „SPIDER SMILE””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *