Cieniu: Astrofunk3000 jak Sokół Millenium - PAN WINYL

Cieniu: Astrofunk3000 jak Sokół Millenium

Czerwony winyl nie jest przypadkiem

Pan Winyl: Astrofunk 3000 ukazuje się na czerwonym transparentnym winylu. Jakiś konkretny powód, czy to kwestia matchingu z okładką?

Cieniu: Chciałem, żeby wydanie było absolutnie unikatowe. Kolorystyczna wizja miała spleść się z okładką i być kontynuacją całego konceptu, który przepięknie skomponował dla nas Pestka Shoots – odpowiedzialny za zdjęcia i Koxu za projekt graficzny okładki. Chciałem, żeby wszystko, co dostaną w ręce słuchacze, było unikatowe i najwyższej możliwej jakości.

[edit: 03.03.2026 – przyjechał test press – słuchamy]

unboxing test pressa i pierwszy odsłuch

Pan Winyl: Brzmienie Astrofunk 3000 jest niezwykle starannie zrealizowane – to robota Marcina Szwajcera i Marcina Borsa. Dużo wersji albumu powstało, zanim to klepnąłeś?

Cieniu: Tutaj muszę powiedzieć, że zaskakująco dobrze się rozumieliśmy i wersji piosenek, jak i całego albumu, nie było wiele. Jest w tym zasługa również produkującego tę płytę Huberta Radoszko, który świetnie komunikował nasze potrzeby i pragnienia co do brzmienia na każdym etapie produkcji, miksu i masteringu. I jasne, mieliśmy czasem odmienne pomysły, ale zawsze potrafiliśmy znaleźć wspólny język i na koniec dnia dochodziliśmy do porozumienia. Nie zawsze było łatwo, szczególnie kiedy czyjś pomysł okazywał się lepszy lub bardziej skuteczny, ale praca przy albumie to także walka ze swoim ego, które tak bardzo lubi wygrywać z logiką. A co do Marcina Szwajcera i Marcina Borsa – to są goście obdarzeni wyjątkową wrażliwością i potrafią w sposób szczególny wydobyć z muzyki emocje i dźwięki, o które mi chodziło. Czuć, że każdy z nich zostawił w tych utworach kawałek swojej wrażliwości i to jest absolutnie przepiękne.

Pan Winyl: Czy uważasz, że winyl to jedyne właściwe medium dla tej płyty? A co czujesz, gdy wyobrażasz sobie, że ktoś słucha cię przez słuchawki bluetooth w metrze?

Cieniu: Myślę, że winyl dla Astrofunku 3000 to jak Sokół Millenium dla tych, co latają w kosmos. Coś wyjątkowego. I nie mam zamiaru w żaden sposób się obrażać na tych, którzy słuchają tego na innych nośnikach, ale jest coś legendarnego w tym sposobie odbierania muzyki. I każdy, kto dostanie w swoje ręce ten winyl, od razu to odczuje. Jestem o tym przekonany. Także proszę zapiąć pasy – i lecimy do gwiazd.

Pan Winyl: Gdybyś miał zabrać tylko jeden album na bezludną wyspę – to…?

Cieniu: Czułbym się okradziony ze zbyt dużej ilości dobrej muzyki, to przede wszystkim. Ale gdyby to musiał być jeden i tylko jeden – wziąłbym Mr. Wonderful Actiona Bronsona. Uwielbiam ten krążek. Świetne połączenie samplowanego hip-hopowego groove’u z instrumentami i na pewno podnosiłby mi nastrój w wielu sytuacjach.


Winyl […] Astrofunk 3000 to […] Sokół Millenium dla tych, co latają w kosmos.

wszystkie cytaty Cieniu

Pan Winyl: Dwa lata pracy nad albumem – były momenty kryzysu: rzucam to wszystko i jadę w Bieszczady?

Cieniu: O tak! Oczywiście! To była walka z przeciwnościami, z czasem, z ego. Walka o to, żeby piosenki oddawały coś, co czuję naprawdę. Takim numerem na tej płycie, który został napisany pod wpływem rezygnacji i zmęczenia, jest ostatnia piosenka, czyli Happy End. W której chciałem dać sobie nadzieję na to, że ostatecznie będzie dobrze. Nie tylko z płytą, ale i z codziennością. Nadzieję na to, że warto walczyć o miłość i że ostatecznie można znaleźć balans w każdej sytuacji.

Galaktyka emocji

Pan Winyl: Album opisujesz jako podróż przez galaktykę emocji. Jakie planety mijamy po drodze?

Cieniu: Mijamy całe konstelacje. Jest tutaj trochę marsjańskiej energii faceta, którego życie parę razy ukłuło w miejsce najdelikatniejsze i musiał sobie z tym poradzić. Trochę lotu do gwiazdy polarnej, która wskazywała drogę, kiedy było nie tak. Jest trochę też disco gwiazd, które pulsują pozytywnym vibem. Jest też pragnienie poznania nowych planet, o których nie mamy pojęcia. I to jest chyba najfajniejsze – że każdy może znaleźć się tam, gdzie najbardziej potrzebuje. To słuchaczom pozostawiam ostateczną interpretację tego, co słyszą w tekście. To jest już wasze.

Pan Winyl: Prawie Nic z Jamalem powstawało jak płyty The Beatles – wszyscy w jednym pokoju, burza mózgów, jedna sesja. Nie Mają Na Mnie Nic z BRK to zupełnie inny charakter. Który tryb pracy jest ci bliższy – spontaniczny chaos czy zaplanowana precyzja?

Cieniu: Kiedyś Kazimierz Górski, trener reprezentacji Polski, powiedział, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala. I tutaj jest podobnie. Nie mam tak, że któryś model pracy bardziej mi siedzi. Po prostu poczuliśmy taką energię z chłopakami z Jamala, że to musi odbyć się w formie burzy – i tak się stało. To był wspaniały czas. Natomiast piosenka z BRK to rodzaj historii, w której on usłyszał demo tego numeru i stwierdził, że totalnie by do tego zaśpiewał. Wysłał od siebie demo i od razu wiedziałem, że to jest to. Lubię wchodzić na falę i korzystać z tego, co daje mi świat. I tak było w obu tych przypadkach!

Blues, funk, hip-hop

Pan Winyl: Funk, blues, hip-hop – to trzy bardzo różne tradycje muzyczne z bardzo różnymi społecznościami słuchaczy. Który gatunek jest twoim prawdziwym domem?

Cieniu: Te trzy gatunki są swoim następstwem – najpierw był blues, z tego powstał funk, a tnąc sample z funkowych numerów, zyskaliśmy hip-hop. Wbrew pozorom to nie jest aż tak różne. Moim marzeniem było połączyć te style i uzyskać spójną energię na krążku. Stąd przeplatamy funkowe lub bluesowe gitary perkusyjnymi samplami jak w hip-hopie. To na synergii tych stylów, a nie na różnicach, zbudowana jest moc tego albumu. A moim domem jest po trochu każdy z nich. Nazwijcie mnie nomadem, a ja się z tym zgodzę – bo nie chcę się zamykać w ramach jednego stylu muzycznego. Wszystko to sprowadza się do pewnej wrażliwości, którą wypracowaliśmy sobie razem z Hubertem Radoszko, wykonując wspólną pracę nad projektowaniem tych piosenek i tworzeniem szkieletów aż po finalną wersję. Niech ta płyta będzie podróżą w całej okazałości.


Praca przy albumie to walka ze swoim ego, które tak bardzo lubi wygrywać z logiką.


Pan Winyl: Singiel Ona trafił do jury Must Be The Music i na finał debiutów w Opolu. Jak to jest być docenianym przez instytucje i branżę, gdy jednocześnie ta muzyka jest tak osobista i antysystemowa w swoim przesłaniu?

Cieniu: Singiel Ona był dla tej płyty paliwem. Zapalnikiem, który sprawił, że się wydarzyła. Piosenka, która miała być spotem reklamowym dla marki odzieżowej, zyskała drugie dno i stała się pewnego rodzaju manifestem. Chciałem napisać pozytywny tekst o kobiecie, która nie musi nic, żeby dostrzeżono w niej piękno. O tym, że najważniejszy w kostiumie jest człowiek. I o tym, żeby patrzeć głębiej. A w moim świecie była to walka o uleczenie rany, która powstała po tym, kiedy przez lata słyszałem, że mój wygląd jest – delikatnie mówiąc – nieciekawy. W rezultacie poddałem się. Przez długi czas wypierając to z siebie, sam nie chciałem sobie dać akceptacji. I tak jest w wielu przypadkach. W moim to wieczna walka z otyłością – polega ona na tym, że ludzie dają sygnał, że wyglądam źle, więc nie umiejąc sobie z tym poradzić, kompulsywnie zajadam stres, więc tyję, więc coraz mniej lubię siebie i koło się zamyka. A chodzi o to, żeby dać sobie ten luz. Powiedzieć: OK, dzisiaj wyglądam tak i to nie definiuje mnie jako człowieka. Dopiero wtedy znalazłem w sobie siłę, żeby zacząć walkę o zdrowie. A branża… Bardzo mi miło, że doceniono nas i ten numer na festiwalu w Opolu i w Must Be The Music, ale nie jest to dla mnie najważniejsze. Bardziej cieszę się, kiedy ktoś napisze do mnie na Instagramie, że słucha piosenki Ona i jego dzień jest lepszy. To jest prawdziwa wartość.

fot. Koxu

Miłość ze szkła, przyjaźnie z papieru

Pan Winyl: Tekst Nie Mają Na Mnie Nic mówi o iluzji sukcesu, miłości ze szkła i przyjaźniach z papieru, ale kończy się ogniem, który wykuwa charakter. Z jakiegoś konkretnego momentu ze swojego życia ukułeś ten numer?

Cieniu: Tak naprawdę z kilku momentów. Każdy kolejny wers kończący się frazą „Niebezpiecznie jest wierzyć, że to będzie wiecznie trwać” to inny moment z życia. Był czas, kiedy zachłysnąłem się miejskim życiem do tego stopnia, że nie wiedziałem już, co się dzieje dookoła mnie. Miałem też kiedyś miłość, która zostawiła na mnie ranę tak dużą i bolesną – kończąc się w sposób hollywoodzki – że prawie straciłem wiarę w to słowo. I byli też ludzie, którym zaufałem za mocno, mimo że okazali się fałszywkami. I o tym jest ta piosenka. To zbiór przeżyć i przestroga – może i dla mnie samego – żeby uważać na to, co, z kim i kiedy.

Pan Winyl: Lata spędzone w zespole Jamal, The Voice of Poland, Opole, Męskie Granie – to sporo doświadczeń, zanim wyszedł solowy album. Nie dało się go wcześniej napisać?

Cieniu: Powinno się go wcześniej napisać. Ale chyba wszystko ma swój czas. Ja dopiero po tych wszystkich latach, pisząc teksty i grając w różnych zespołach, poczułem, że to jest to. Że te teksty i ta muzyka, w połączeniu z doświadczeniem, oddają to, co mam do powiedzenia. Wcześniej na pewno próbowałem, ale jeszcze nie byłem gotów. Dla mnie to idealny timing. I nie mogę się doczekać następnych rzeczy – i tym razem mogę obiecać, że nie pozwolę sobie i wam tak długo czekać.

Pan Winyl: Jak bardzo format fizyczny jest dla ciebie częścią artystycznego przekazu, a nie tylko nośnikiem?

Cieniu: Fizyczna płyta jest według mnie dopełnieniem całościowej wizji albumu. Ostatecznie chodzi tu o piosenki, o ich wydźwięk i o to, co słuchacz czuje, kiedy spędza czas z albumem. Ale płyta nadaje kontekst. Dodaje dodatkowego vibu i jest częścią ekskluzywnego doświadczenia, które z „fizykiem” może być tylko lepsze i pełniejsze. Stąd polecam bardzo każdemu fanowi dobrej muzyki wzięcie tej płyty w swoje ręce i zapoznanie się z tym materiałem face to face.


Żeby nie bać się odsłonić przed ludźmi i pokazać, kim się jest naprawdę – bo wtedy jesteśmy narażeni na strzały prosto w serce.


Pan Winyl: Streaming daje zasięg, ale odbiera kontekst – utwór ląduje w playliście obok pięćdziesięciu innych i nikt nie pyta, skąd pochodzi. Czy przy pracy nad Astrofunk 3000 myślałeś w ogóle o streamingu, czy raczej projektowałeś płytę jako całość do słuchania od Lato do Happy End?

Cieniu: Oczywiście myślałem o streamingu, razem z moją ekipą, czyli Emer MGMT. Najpiękniejszy świat wyglądałby tak, że każdy człowiek od razu wie, że taki Cieniu wydaje płytę, wszyscy ją kupują, a z kranów leci Johnny Walker. Tak jednak nie jest. Żyjemy w świecie, w którym zawsze jest coś za coś. Można patrzeć na streaming jak na powódź nowości, w której nie da się odnaleźć, ale ja bardziej widzę w tym szansę na dotarcie do ludzi, do których nie miałbym szans trafić, gdyby nie internet. Mam po prostu nadzieję, że część osób, które gdzieś w niezmierzonych przestrzeniach internetu znalazły Astrofunk, po prostu kupią sobie tę płytę i będą miały mnóstwo radości ze słuchania.

fot. Koxu

Pan Winyl: Social media są dziś dla artysty niby-obowiązkowe, ale coraz więcej muzyków mówi wprost o zmęczeniu algorytmami, koniecznością bycia contentem i wiecznym performansem. Gdzie ty jesteś z tym zmęczeniem i czy platformy dają ci cokolwiek w zamian za czas, który im oddajesz?

Cieniu: Próbuję być sobą. Im bardziej chcę trafić w algorytm z moimi pomysłami, tym gorzej to działa. Więc staram się nie grać w grę, w której robię sztuczki będące fantasmagorią zasłaniającą prawdziwego mnie. I chyba to jest najtrudniejsze w tym wszystkim – żeby nie bać się odsłonić przed ludźmi i pokazać, kim się jest naprawdę, bo wtedy jesteśmy narażeni na strzały prosto w serce. A to boli. Mam nadzieję, że tak jak do tej pory, Instagram i inne platformy będą dla mnie dobrą zabawą, która przy okazji zwróci na mnie wzrok ludzi zajawionych muzyką.

EjAI

Pan Winyl: AI potrafi już wygenerować funk w stylu lat 70. w 30 sekund. Ale czy myślisz o AI jako o narzędziu, które mógłbyś sam wykorzystać twórczo – do eksperymentów brzmieniowych, wizualizacji, generowania pomysłów? Gdzie widzisz granicę między inspiracją a zastępowaniem?

Cieniu: AI to piękne narzędzie odtwórcze. Świetnie sprawdza się jako generator pomysłów albo reinterpretator czegoś, co już powstało. Świetnie to widać po słynnych przeróbkach popularnych piosenek na soul albo muzykę klasyczną, co generowało ogromne wyświetlenia. Ale na pewno AI jeszcze nie potrafi wyprodukować śladów wysokiej jakości, a na pewno nie jest w stanie stworzyć czegoś na tyle nowatorskiego, żebyśmy mogli mówić o nowym kierunku w muzyce. Jako narzędzie jest super. I też uciera nosa wszystkim tym, którzy chcą tworzyć generyczne treści, bo w takim wypadku AI jest praktycznie nieodróżnialne od człowieka. Na pewno jest w tym też szansa na wytworzenie się pewnego rodzaju kontrkultury, która może zaprowadzić nas w zupełnie nowe miejsca w muzyce i sztuce w ogóle. Może sprawić, że ludzie tak mocno będą poszukiwać swojej odmienności i nowej tożsamości, że powstanie w kontrze do AI coś zupełnie unikatowego.

Pan Winyl: Gdybyś mógł zaprosić jednego nieżyjącego artystę do nagrania na Astrofunk 3000 – kogokolwiek, z dowolnej epoki – kto by to był i do którego utworu?

Cieniu: Oczywiście chciałbym, żeby Notorious B.I.G. nawinął zwrotkę w jednym z numerów. Gdybym miał powiedzieć, w którym dokładnie – wybrałbym Było… Jest! Będzie?


Happy End – napisałem go pod wpływem rezygnacji i zmęczenia. Chciałem dać sobie nadzieję, że ostatecznie będzie dobrze.


Pan Winyl: Wyobraź sobie, że możesz przedstawić Astrofunk 3000 dowolnej postaci historycznej – komu i dlaczego?

Cieniu: Chciałbym go przedstawić Juliuszowi Cezarowi, tylko po to, żeby zobaczyć, jak tańczy. A może w takim wypadku cały Rzym śpiewałby: „Nie szata zdobi człowieka, ale szatę kobieta”.

Pan Winyl: Gdyby twój album musiał stać się ścieżką dźwiękową do jednego konkretnego miejsca na Ziemi – nie do filmu, nie do serialu, ale do miejsca – gdzie by to było?

Cieniu: Postawiłbym na Santa Cruz de Tenerife. I dodatkowo umieściłbym go w czasie karnawału, żeby dodać do tego szalonego czasu i tych kolorowych ludzi jeszcze więcej funkowych skrzydeł.

Ziemianie, kosmos i kosmiczny boombox

Pan Winyl: Gdyby Astrofunk 3000 miał zostać wysłany w kosmos – jak Voyager Golden Record – i trafić do istot, które nigdy nie słyszały ludzkiej muzyki, który utwór z płyty chciałbyś, żeby był tym pierwszym kontaktem? I co chciałbyś, żeby zrozumiały?

Cieniu: Chciałbym, żeby w pierwszej kolejności usłyszały Lato! Żeby poczuły, że tu na Ziemi może być fajnie. I żeby przyleciały tu z wielkim kosmicznym boomboxem i zagrały to na powitanie wszystkim ziemianom.


Chciałbym, żeby w pierwszej kolejności usłyszały Lato! Żeby poczuły, że tu na Ziemi może być fajnie.


www i social media Cienia:

http://cieniu.eu
https://www.youtube.com/@cieniu
https://www.facebook.com/cieniuofficial
https://www.instagram.com/cieniu/
https://www.tiktok.com/@cieniumusic



jeśli interesuje cię ta tematyka, zostań ze mną, wskocz do klubu „strona b” i przy okazji odbierz kupon zniżkowy do mojego muzycznego butiku mrvinyl.shop:


zapraszam też do mojego sklepu mrvinyl.shop. w sklepie znajdziesz płyty z mojej kolekcjipłyty zparzyjaźnionych artystów oraz autorskie slipmaty pana winyla. zapraszam!

ps. dołącz do nas do klubu „strona_b” w orb club

Zostaw odpowiedź