Nie jestem krytykiem muzycznym i ten tekst nie jest recenzją. Nie rozdaję gwiazdek, biorę w ręce płytę, słucham i oprowadzam po świecie, który odkrywam. Zapraszam więc na przechadzkę po płycie „JAZZTRONIKA”, debiutanckim albumie katowickiego tria j.tronix, który miałem przyjemność wydać na winylu. Pójdziemy od muzyki, przez decyzje wydawnicze, aż do moich osobistych refleksji. Po drodze zajrzymy do redakcji pewnego nowojorskiego magazynu o modzie, bo właśnie tam znalazłem najlepsze wyjaśnienie tego, co robi ta płyta.

Kim są j.tronix
Trio j.tronix tworzą Klaudia Wachtarczyk (bas, synth bass), Aleksander Gonsior (perkusja, SPDSx) i Szymon Szczot (fortepian, klawisze, produkcja). Spotkali się na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach i połączyli siły, żeby grać muzykę trudną. rudną jednak raczej dla niewyedukowanego odbiorcy, bo dla ludzi, którzy znają choć trochę jej korzenie, kochają nieoczywiste dźwięki i lubią muzyki nie tylko słuchać, ale podczas słuchania odkrywać, jest po prostu fascynująca. Jury też to usłyszało: zespół zdobył Grand Prix Poznań Blue Note Competition 2024, a rok wcześniej był w finale Jazz nad Odrą.
Drogę Szymona obserwuję od dłuższego czasu i bardzo mu kibicuję. Akademia dała mu solidny background, a on okazał się wybitnym muzykiem i kompozytorem. O kulisach powstawania płyty opowiedział w rozmowie dla Pana Winyla, z której na tę przechadzkę zabieram jedno zdanie. Zapytany, czy wymyślili nowy gatunek, Szymon odpowiedział, że jazztronika to nie ich wynalazek, tylko kolejny etap ewolucji fusion i elektrycznego jazzu lat 70. I dodał:
My jesteśmy kolejnym ogniwem w tym łańcuchu.
Szymon Szczot, j.tronix
Wrócimy do tego zdania.
Winyl to nie ten sam album na innym nośniku
Płyta „JAZZTRONIKA” ukazała się na winylu, na CD i w serwisach streamingowych, ale wersja winylowa ma inną kolejność utworów. Nie przez przypadek. To ja poprosiłem Szymona o tę zmianę, bo jako wydawca wiem, jak zachowuje się płyta. Na początku strony, przy zewnętrznej krawędzi, igła w ciągu jednego obrotu przebiega znacznie dłuższą drogę niż przy naklejce. Na zewnątrz jest więcej miejsca na dźwięk, a bliżej środka coraz mniej, więc gęsty, głośny materiał traci tam szczegóły. Dlatego utwory najbardziej energetyczne i basowe najlepiej wybrzmiewają na początku strony, a spokojne na jej końcu. Strona A trwa ponad 24 minuty, to sporo jak na jedną stronę LP, więc ta zasada ma tu jeszcze większe znaczenie. Strona A zaczyna się więc od napięcia i schodzi do ballady, dokładnie tak, jak lubi winyl. Stronę B otwiera utwór, który jest kluczem do całości.
Za okładkę odpowiada Aga Grębowiec i należą się jej gratulacje, bo to fantastyczne wyczucie estetyczne. Ta okładka nie tylko ilustruje muzykę, ale broni się sama: jako obraz i jako przedmiot na półce. A kto będzie słuchał tej płyty i wpatrywał się w okładkę, poczuje, że obie opowiadają o tym samym: o niezwykłych kolorach. Sam winyl wytłoczyliśmy na fioletowym transparencie, 180 gramów, w nakładzie 100 sztuk.
Strona A: od nerwów do ballady
Najbardziej denerwującym numerem, który j.tronix nagrali na płytę „Jazztronika”, jest dla mnie „In a Nervous Mood” z Robertem Wypaskiem na saksofonie tenorowym. Jest dziki, nieokiełznany i wprowadza mnie w nastrój, którego u siebie nie lubię. A ponieważ piję dużo kawy, znaleźć się w tym nastroju mogę bardzo łatwo, wystarczy kilka dźwięków. Dlatego rzadko go słucham i chętnie omijam, co na winylu oznacza przeniesienie ramienia od razu na drugą ścieżkę. Tyle że to w gruncie rzeczy komplement. Szymon mówił w wywiadzie, że właśnie o ten ładunek energii, napięcie i nerwowy klimat chodziło. Utwór robi dokładnie to, co miał zrobić. Po prostu robi to ze mną skuteczniej, niż bym chciał.
Singlowy „Glide” to kawałek, którym najczęściej ilustruję posty na Instagramie, bo ma w sobie coś niezwykle przystępnego, wręcz popowego. A zarazem jest jak cukierek z niespodzianką. Pamiętacie te słodycze, które po włożeniu do buzi zaczynały strzelać? Coś się wtedy działo w mózgu i nie do końca było wiadomo co. „Glide” ma w sobie takie strzelające gwiazdki.
Sam tytuł jest trochę przewrotny. Glide to ślizg, gładka powierzchnia. Tylko nikt nie obiecuje, że na tej powierzchni nie czekają wyboje. Kto jeździł kiedyś na łyżwach po zamarzniętym jeziorze, ten wie, jak to jest: rozpędzasz się po tafli, wszystko idzie gładko, aż trafiasz na małą gałązkę uwięzioną w lodzie i lądujesz na kolanach. „Glide” ma w sobie taką zaskakującą niespodziankę. Bardzo mi się to podoba.
Dla mnie ten album to przede wszystkim „Baslada”. Szymon napisał ją specjalnie dla Klaudii: to ballada, w której główny temat i całą historię opowiada bas. Rzadko używam wobec muzyki słów kojarzących się z urodą, ale tu nie mam wyjścia. To śliczny utwór. Zagrany i nagrany z wirtuozerią i pieczołowitością, taki, w którym można rozkoszować się każdym dźwiękiem, wkręcić się w balladowy, odpoczynkowy klimat i poczuć częścią tej historii. Strona A kończy się więc tam, gdzie powinna: w odpoczynku po nerwach.
Strona B: iMazur i dalej
Stronę B otwiera „iMazur” i to utwór, który tłumaczy najwięcej z tego, co dzieje się na tej płycie. Z jednej strony mazurki Chopinowskie, z drugiej tradycja amerykańskiego elektronicznego jazzu spod znaku Herbiego Hancocka czy Chicka Corei. Rzeczy niełatwe, ale na tyle przystępne, że przekonują nawet mnie.
A mam z nowoczesnym jazzem problem. Ciężko mi na przykład słuchać ostatniej płyty Weather Report, bo jest dla mnie zbyt nowoczesna. „JAZZTRONIKA” to elektroniczny, nowoczesny jazz, a jednak najbardziej lubię w niej zakorzenienie w tradycji. To dzięki tym korzeniom, a przez „iMazura” najbardziej, płyta mnie przekonuje i sprawia, że chce mi się przy niej spędzać czas. Szymon mówił w wywiadzie, że nigdy wcześniej nie słyszał mazurka w elektronicznej odsłonie i że bliżej mu do jazzu czerpiącego z polskiej muzyki ludowej i klasycznej niż do amerykańskiego. Słychać to. Posłuchajcie sami.
„GTA” to z kolei numer, który sprawia, że chce się tej płyty więcej. Po nim przychodzi „Ostdorf”, ale ten, podobnie jak „Cold House” ze strony A, zostawiam wam. Przechadzka nie musi zaglądać do każdego pokoju. Coś trzeba odkryć samemu.
Niebieski sweterek
Brzmienie, kolorystyka, fiolet winylu. Zostańmy przy kolorach jeszcze chwilę, bo w pierwszej części filmu „Diabeł ubiera się u Prady” jest scena, która najlepiej tłumaczy, o co mi chodzi.
Andy, grana przez Anne Hathaway, świeżo zatrudniona asystentka w redakcji magazynu „Runway”, parska śmiechem, kiedy zespół długo waha się między dwoma paskami, które dla niej wyglądają identycznie. Jest przekonana, że z modą nie ma nic wspólnego, a na sobie ma zwykły, jak jej się wydaje, niebieski sweterek. Miranda Priestly, grana przez Meryl Streep, spokojnie ją poprawia: to nie jest po prostu niebieski, to cerulean. A potem wykłada, jak ten odcień narodził się lata wcześniej na wybiegach, przeszedł przez kolekcje kolejnych projektantów, potem przez sieciówki, aż wylądował w koszu z przecenami, z którego Andy go wyciągnęła. Puenta jest bezlitosna: dziewczyna, która uważa, że stoi poza modą, nosi sweterek wybrany dla niej przez ludzi siedzących w tym samym pokoju.
Ta scena nie jest o modzie. Jest o tym, jak potężny jest wpływ tych, którzy kreują przemysł, i o tym, że najmocniej działa on na tych, którzy są pewni, że ich nie dotyczy.
W muzyce jest dokładnie tak samo. Mówi się, że dzisiejsza muzyka nie ma korzeni. Nie zgadzam się. Ma, każda ma. To, co bierzemy za brak korzeni, jest w rzeczywistości ignorancją. Korzenie zostały unieważnione przez to, co popularne i powielane, tradycja uchodzi za coś skostniałego albo pozbawionego wartości, a spora część popularnej muzyki wydaje się inspirowana piosenką z poprzedniego dnia. Tyle że ignorancja nie czyni nikogo wolnym. Jeśli nie wiesz, skąd się wziął twój błękitny sweterek, to znaczy, że ktoś wybrał go za ciebie. A w dzisiejszym muzycznym pokoju obok ludzi z branży siedzą jeszcze algorytmy.
Każdy z nas jest częścią większej historii i ma w niej swoje miejsce, nawet jeśli nie przykłada do tego żadnej wagi. Pytanie tylko, czy to miejsce wybiera sam.
Muzyka to nie tylko emocje. To potężna dziedzina sztuki i kultury, a w sztuce nie da się uczestniczyć bez pewnej dozy edukacji. Kiedy jej brakuje, zostaje „fajne”. Głębia nigdzie nie zniknęła, tylko przestała mieć znaczenie, bo prawie nikt jej już nie szuka. Dlatego na początku napisałem o niewyedukowanym odbiorcy. Muzyki można słuchać jak konsument, który bierze to, co leży w koszu z przecenami. Można też słuchać jak wyedukowany odbiorca, który wie, skąd pochodzi to, czego słucha, i sam wybiera.
j.tronix są odwrotnością Andy. Wiedzą, skąd mają swój sweterek, i mówią o tym otwarcie: kolejne ogniwo w łańcuchu, który ciągnie się od Chopina, przez Hancocka i Coreę, aż do katowickich sal prób. Nie wyciągnęli tradycji z kosza z przecenami, tylko świadomie ją wybrali, i właśnie to świadome czerpanie z tradycji tak bardzo mi się w nich podoba. Ta świadomość wcale ich nie ogranicza. Przeciwnie, daje im do ręki potężny arsenał kreatywnych rozwiązań, nawet jeśli sięgają po tradycje odległe od siebie o stulecie i ocean. A mnie, słuchaczowi, który za nowoczesnym jazzem specjalnie nie przepada, daje coś jeszcze: wspólny język, dzięki któremu mogę wejść do środka. Pod warunkiem, że ten język się zna.

Czy „Jazztronika” j.tronix to płyta odkrywcza?
Nie będę udawał, że „JAZZTRONIKA” jest turbo odkrywcza. Trudno dziś w ogóle mówić o odkrywaniu nowych rzeczy, skoro żyjemy w paradygmacie odtwarzania albo miksowania, sklejania konglomeratów z tego, co już było. Mam jednak wrażenie, że to coś więcej niż zmiksowanie kilku tradycji. Po przesłuchaniu tej płyty zostaje świeżość. Taka, która nie bierze się z wymyślania wszystkiego od zera, tylko z tego, że ktoś wie, skąd przychodzi, sam wybiera, po co sięga, i odważnie idzie dalej.
To debiutanci, świetni technicznie, z bardzo dobrą produkcją. Jako album „JAZZTRONIKA” jest fajnym początkiem do obserwowania dalszej drogi tych muzyków, niezależnie od tego, czy będą dalej tworzyć razem. Polecam ją szczególnie tym, którzy szukają we współczesnej muzyce rzeczy odkrywających nowe horyzonty, a zarazem dobrze ugruntowanych w tradycji. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w jej wydaniu.
Kto jest kim na płycie „JAZZTRONIKA”
- Klaudia Wachtarczyk: bas, synth bass
- Aleksander Gonsior: perkusja, SPDSx
- Szymon Szczot: fortepian, klawisze, produkcja
- Gościnnie: Robert Wypasek, saksofon tenorowy w „In a Nervous Mood”
- Mix i mastering: Jeremiasz Handzel
- Projekt okładki: Aga Grębowiec
- Wydawca: Polvinyl Records
- Premiera: 29 maja 2026
- Certyfikat Pana Winyla
Tracklista wydania winylowego
Strona A: A1. In a Nervous Mood feat. Robert Wypasek (4:54) A2. Glide (5:49) A3. Cold House (6:00) A4. Baslada (7:30)
Strona B: B1. iMazur B2. GTA B3. Ostdorf (6:48)
Dane wydania: LP, winyl fioletowy transparentny, 180 g, single sleeve, nakład limitowany do 100 egzemplarzy, bez wznowień w tym kolorze.
„Jazztronika” j.tronix na winylu: gdzie kupić
Płyta jest dostępna w sklepie mrvinyl.shop. Nakład to 100 egzemplarzy i w tym kolorze nie będzie wznawiany. Szymon radzi, żeby dać płycie „JAZZTRONIKA” moment: wieczór albo noc, porządne słuchawki lub dobry zestaw, coś ciepłego do picia i zero skontrolowania telefonu. Podpisuję się pod tym w całości.
Jesteś artystą, artystką albo masz zespół?
Jeśli chcesz wydać swoją muzykę na winylu, odezwij się do mnie. Pomogę przejść cały proces: od wyceny i wyboru technologii, przez pliki i testpress, aż po premierę. W Polvinyl tłoczymy nakłady od 100 sztuk, a po premierze płyta może trafić do sklepu mrvinyl.shop, tak jak „JAZZTRONIKA”. Zacznij od krótkiego formularza albo napisz na kontakt@panwinyl.pl. Jeśli wolisz najpierw poczytać, zajrzyj do działu Dla artystów.
FAQ
Gdzie kupić „JAZZTRONIKĘ” j.tronix na winylu?
W sklepie mrvinyl.shop. Wydanie winylowe to fioletowy transparent 180 g w limitowanym nakładzie 100 egzemplarzy.
Czym różni się winylowe wydanie „JAZZTRONIKI” od CD i streamingu?
Kolejnością utworów. Ułożono ją pod fizykę płyty: najbardziej energetyczne utwory na początku stron, gdzie igła ma najwięcej miejsca, spokojne na końcu. Strona A prowadzi od „In a Nervous Mood” do „Baslady”, a stronę B otwiera „iMazur”.
Jaką muzykę gra j.tronix?
Electro-jazz, czyli improwizowany jazz osadzony w nowoczesnej elektronice. Zespół nawiązuje do tradycji Herbiego Hancocka i Chicka Corei, a w utworze „iMazur” sięga po formę mazurka.
Kto nagrał album „JAZZTRONIKA”?
Klaudia Wachtarczyk (bas, synth bass), Aleksander Gonsior (perkusja, SPDSx) i Szymon Szczot (fortepian, klawisze, produkcja). Gościnnie na saksofonie tenorowym zagrał Robert Wypasek.

