fbpx
MACHINE HEAD & FEAR FACTORY, CZYLI MOCNE UDERZENIE W KATOWICACH - PAN WINYL

MACHINE HEAD & FEAR FACTORY, CZYLI MOCNE UDERZENIE W KATOWICACH

Ciepły, sierpniowy wieczór w Katowicach zaczął się w miarę spokojnie, a skończył totalnym wybuchem energii. Dokładnie tak, jak na koncertach Fear Factory oraz Machine Head być powinno. Pierwszy zespół zagrał swój najpopularniejszy, przełomowy album „Demanufacture”. Dla odmiany, główna gwiazda wieczoru zagrała długi set oparty na przekroju całej dyskografii. Wszystko doskonale spięte dźwiękiem, światłem i pirotechniką, a Robb Flynn od pierwszych minut trzymał salę w garści dzięki kontaktowi z publicznością. W bonusie w MCK dostaliśmy polski akcent: na gitarze, w koncertowym line-upie pojawił się Wacław „Vogg” Kiełtyka. Jego obecność w składzie naturalnie dodawała wydarzeniu lokalnego kolorytu.

MACHINE F*KING HEAD!

Zespół wyszedł na scenę jak „po swoje”: kapitalne brzmienie, ciężar i charakterystyczny groove. Wszystko precyzyjnie zszyte z efektami wizualnymi oraz pirotechnicznymi, które jednak nie odwracały uwagi od muzyki. Ciekawym akcentem były dmuchane młoty, podczas „Ten Ton Hammer”. Może ich nie zauważyłem, ale nie przypominam sobie takich dmuchańców podczas koncertu na Mystic Festival.

Robb Flynn konsekwentnie dyrygował tłumem — wspólnie śpiewane refreny, falujące ręce i circle pity. W secie dominował przekrój dyskografii, a nowa płyta „Unatøned” była wyraźnie zaakcentowana obecnością trzech świeżych numerów.

Nie mogło zabraknąć nawiązania do Ozzy’ego Osbourne’a, którego Robb wspominał przed utworem „Darkness Within”.

Osobiście mam taką refleksję, że Robb Flynn świetnie broni się po latach poszukiwań i niestety częstego narażania się na śmieszność, swoimi wypowiedziami, tekstami czy nawet nu-metalowym wizerunkiem. Dziś Robb to 100% metalu w metalu i wygląda to rzeczywiście wiarygodnie. Zero wpadek, zero karykaturalnych momentów – czysta metalowa energia. W Katowicach zagrał z zespołem set, który był dowodem, że to wciąż koncertowy światowy top.

Fear Factory — industrialna precyzja i nowa energia

Kilka lat temu skład Fear Factory przeszedł prawdziwe trzęsienie ziemi – 100% składu jest dziś inne niż jeszcze niedawno, a jednak… brzmienie pozostało dokładnie takie, jakiego oczekują fani. Industrialne, precyzyjnie mechaniczne riffy i perkusyjna perfekcja wciąż niosą ten sam ciężar.

Oczywiście – dla wielu Burton C. Bell to była twarz Fear Factory. Inni powiedzą że FF to Dino Cazares. Niezależnie od indywidualnej oceny, trzeba przyznać, że obecny wokalista Milo Silvestro próbuje wnosić własną energię, równocześnie wiernie oddając klimat klasyków. Efekt? Publiczność od pierwszych sekund weszła w industrialny trans, a te charakterystyczne, synchroniczne „machiny riffów” przypomniały, że nazwa zespołu nie jest przypadkowa.

Publiczność oczywiście odpaliła moshpit już od pierwszych kawałków, co jasno pokazało, że wybór grania całego „Demanufacture” trafił do fanów. To był godzinny, skondensowany strzał — bardziej precyzja i chłód maszyny niż spektakl i rozrzut iskier.

Organizacja i atmosfera

Mystic Coalition nie po raz kolejny udowodniło, że wie, jak organizować koncerty. Sprawna logistyka, świetne nagłośnienie, doskonałe światła — wszystko działało jak należy. MCK, choć nowoczesne i przestronne, potrafiło zamienić się w metalowy klub, gdzie każdy riff trafiał w metalowe serca.

Katowicki koncert potwierdził, że Machine Head oraz Fear Factory są w świetnej formie. Wieczór w MCK był dowodem, że nawet po latach zmian, prób i wpadek, obie te formacje wiedzą, jak dostarczyć widowisko na światowym poziomie. Fear Factory – nowy skład, stary duch. Machine Head – nowa energia, perfekcyjny balans między widowiskiem a muzycznym rzemiosłem.

Katowice dostały koncert, który na długo zostanie w pamięci!

Pozdrawiam, Andrzej Szłapa

Sociale Pana Winyla:


Jeśli podobał Ci się ten artykuł, to możesz mi postawić kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *