Postój
Mam nocną zmianę. Wyjeżdżam na miasto, które składa się Warszawy, z Krakowa, Trójmiasta wklejonego w Łódź, Tarnowa wystającego zza rogu Poznania i kilku innych miejscowości. Miasto z wielu miast, ludzie zewsząd, wilogłos.
Tak mi to się posklejało, gdy słuchałem drugiego albumu z serii „Polish Independent Music” – kompilacji dziesięciu utworów sceny niezależnej roku 2025, wyselekcjonowanych przez Marcina Mieszczaka i Jakuba Krzyżańskiego z Portalu Winylowego, tłoczona przez XDISC na transparentnym czerwonym winylu, w nakładzie 300 sztuk, bez możliwości repressu. Jedziemy!

Strona A – jazda tam
1. Blauka – „Fason” (Warszawa)
Wsiada na Marszałkowskiej. Zaczyna śpiewać – zwiewna, ale nie krucha, nie słaba. Jej głos ma w sobie coś eterycznego, a jednocześnie stąpa twardo po ziemi. Nie ma zamiaru powiedzieć, gdzie mam jechać – po prostu, przed siebie. Opowiada mi o gościu, jakimś sprzedawcy używanych szczęść, który zachwala je, jakby były nowe, całkiem dobre. Szczęścia z drugiego obiegu. Płaci pomiętym banknotem, który przeszedł przez wiele rąk. Biorę, co mam zrobić, ale jest mi jej trochę żal. W ręku miętoli jakieś celofanowe zawiniątko – to chyba prezent. Ale nie pytam, dla kogo. Zatrzymuję się, wysiada i wchodzi w ciemną uliczkę. Ten celofan tylko pobłyskuje.
2. AcidSitter – „Doomscroller’s Blues” (Kraków)
Zatrzymuję się na światłach a ten łądują się do środka bez pardonu. Skład mocny i egzoytyczny. Słychać to od pierwszej sekundy. Gadają ze sobą, po angieslku, jeden śpiewa zmęczonym, wystudzonym głosem, bez wysiłku, jakby całą noc przewijał ten sam ekran. Płacą gotówką. Wysiadają kilka przecznic dalej, też na światłach. Jeden z nich zostawia telefon na siedzeniu, wciąż odświeżający się sam.
3. Sad Smiles – „Uciekaj” (Tarnów)
Chwile przerwy są dziś krótkie, bo już cisną się kolejni. Skład młodzieżowy. Biegną, uciekają przed kimś. Wpadają i zaczynają od razu, solidnie rockowo – z klawiszem, który brzmi jak organy, pulsującym basem z perkusją i tym głosem. Trochę aroganckim, jakby ktoś już wiedział, że to lipa, zanim mu powiedzą. Konstrukcja nieoczywista: zwrotka zlewa się z refrenem, nie wiadomo, czy w ogóle jest refren. Płaci biletem na koncert, już wiem, że nie pójdę – robota, ale trzymam go w schowku – czasem coś nieważnego wciąż ma znaczenie.
4. Powaby – „Czerwień” (skądś z centrum, z neonów mniejszych miast)
To musi być Łódź, poznaję po czerwonej piżamie. Ten gość na pewno zna łódzką piękność, Monę Polaski. Po klawiszach i po tekście poznałem. Niewiele z tego rozumiem, ale w głowie przewijają mi się obrazy, słowa: przymus, kontrola, komercyjna rzeczywistość, która nie daje oddechu. Ale zaskakuje mnie na końcu, bo wysiada na Warszawie Zachodniej. Nie płaci wcale, ale go nie gonię. Zostawia tylko czerwone światło odbite w lusterku.
5. Ivo Shandor & The Gozer Worshipers – „Skeletons Dance” (Trójmiasto)
Ten mi nie pasuje i dobrze, bo on nie ma zamiaru nigdzie jechać, widzę. Stoi na przystanku z cyrkowym werblem, a obok jakiś saksofonista – też nigdzie nie jedzie. Ciężkie spojrzenia mi rzucają, jakby zamglone. Mamrocze coś o dymie, o piwnicy pełnej cieni. Przymierzam się, żeby znaleźć wspólny język – nie znajduję. Światło zmienia się na zielone i jadę dalej. Potrzebuję chwili, żeby się otrząsnąć.
Strona B – droga powrotna
6. Bibobit – „Zwrot” (Poznań)
I właśnie wtedy, zanim zdążę zamknąć drzwi, ktoś wskakuje zdyszany. Zwrot – dosłownie, w środku kursu, w środku ulicy. Funk z domieszką neo-soulu, wokal na granicy śpiewu i rapowania, o barwie trochę jak Jamiroquai. Płaci podwójnie, jakby chciał wynagrodzić mi pustkę po poprzednim pasażerze. Klawisze, saksofon, jakaś trąbka gdzieś z tyłu. Nie wiadomo, czy to pop, czy funk, ale jedziemy dalej.
7. SNAKES SNAKES SNAKES – „Rzeka” (Łódź)
Ta nie mówi wprost dokąd jechać. Powtarza tylko jedno pytanie, w kółko, jak medytacyjny przewodnik: co się dzieje z rzeką, kiedy w niej stoisz. Ten sam motoryczny puls co u wszystkich poprzednich – najbliżej mi to do „Nowej Aleksandrii” Siekiery. Płaci czymś płynnym, co przecieka przez palce, zanim zdążę policzyć ile dostałem. Ale czuję że to więcej niż powinienem dostać.
8. daltonists – „Summer and Colour” (Trójmiasto)
Organy, coś z ducha The Doors, i pulsacja która łączy tę płytę od pierwszego utworu do teraz. Na początku nudzi trochę, długie intro, ale w drugiej części przyspiesza i robi się kosmicznie. Klawisze ewoluują, chyba jakiś hi-hat się łamie, a końcówka brzmi, jakby ktoś wyciągnął klawisze prosto z Black Sabbath. Płaci kolorem, którego nie potrafię rozróżnić.
9. Mabel Sage – „Noc na Ziemi” (Night On Earth)
Klimat rodem z Jarmuscha, muzyka drogi, trochę westernowo. Wokal zbyt cichy jak na to co ma do powiedzenia, ale kiedy przechodzi na polski zamiast angielskiego, nagle jest bliżej. Płaci bez ceremonii, jednym gestem, jak w filmie z którego wzięła tytuł – nie ma tu miejsca na słowa, tylko na scenę.
10. mitchipacola – „Eklektyczny stan”
Ci nie wsiadaja. Puka któryś w szybę na czerwonym, uchylam, gada coś, ale ma coś irtytującego w sobie, szczególnie, że ta wcześniej, mnie ukoiła na ranem. Co oni tutaj? Jakieś lata siedemdziesiąte, trochę Anna Jantar, ale zaraz gitary robią się czerwone i agresywne. I już nie wiadomo czy to progrock czy soul. W połowie coś się im odmienia. Nie jadą, bo nigdy się nie zdecydowali dokąd chcą jechać. Zamykam okno na zielonym i jadę dalej sam, na postój.
Na powrocie
Osiem kursów które trzymały jeden wspólny rytm – motoryczny, powtarzalny, jakby cała płyta była nagrywana z jednym cichym metronomem gdzieś pod maską. I dwóch pasażerów którzy się z tego wyłamali.
To nie jest zarzut wobec tych dwóch utworów. To jest po prostu inny rodzaj jazdy – może dla kogoś kto akurat czeka na innym przystanku tej samej nocy. Ale w tym konkretnym kursie, tej konkretnej nocy, zaburzają rytm który reszta miasta trzymała od Warszawy po Trójmiasto.
Gaszę silnik. Wysiadam. W kieszeni mam garść pamiątek.
Recenzja vol.1 tutaj
Dane wydania
Polish Independent Music vol. 2 Portal Winylowy × XDISC Kolor: transparent red Nakład: 300 egzemplarzy, ręcznie numerowane, bez możliwości repressu Insert z liner notes i zdjęciami Koncepcja i selekcja: Marcin Mieszczak, Jakub Krzyżański Mastering: Kamil Kaczmarek Projekt okładki: Klara Zalewska Tłoczenie: XDISC Patron medialny: Antyradio
FAQ
Skąd pochodzą zespoły z Polish Independent Music vol. 2?
Składanka łączy zespoły z całej Polski – Blauka i Sad Smiles reprezentują odpowiednio Warszawę i Tarnów, AcidSitter wywodzi się z krakowskiej sceny psychodelicznej, Bibobit z Poznania, SNAKES SNAKES SNAKES z Łodzi, a Ivo Shandor & The Gozer Worshipers oraz daltonists z Trójmiasta. To geograficzne rozproszenie jest jednym z mocnych punktów kompilacji – pokazuje że polska scena niezależna nie jest zjawiskiem jednego miasta.
Czy wszystkie utwory na płycie miały wcześniej wydanie winylowe?
Nie. Pięć utworów oznaczone gwiazdką na tracklistcie – „Czerwień” Powaby, „Skeleton Dance” Ivo Shandor & The Gozer Worshipers, „Rzeka” SNAKES SNAKES SNAKES, „Noc na Ziemi” Mabel Sage i „Eklektyczny stan” mitchipacola -trafiają na winyl po raz pierwszy właśnie dzięki tej kompilacji.
Gdzie kupić Polish Independent Music vol. 2?
Płyta dostępna jest w limitowanym nakładzie 300 sztuk, numerowanym ręcznie, bez możliwości dodruku. Warto sprawdzić dostępność u wydawcy, Portalu Winylowego
