SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #53: THE HUMAN LEAGUE „DARE” - PAN WINYL

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #53: THE HUMAN LEAGUE „DARE”

To nasze pierwsze spotkanie w tym roku. Na okres świąteczno-noworoczny zaproponowałam płytę Sade, było bardzo nastrojowo i sensualnie. Tym razem, jako, że mamy karnawał, postanowiłam postawić na coś tanecznego. Także kto chce zakłada cekiny, inni niech nie żałują butów, kolejni może zechcą śpiewać, bo dziś w SLPKWM będzie o The Human League i ich albumie „Dare”.

Początki

The Human League to założony w Sheffield, brytyjski zespół działający już od 1977 roku. Jest to jeden z najbardziej znanych synth-popowych bandów, jeden z pierwszych, który wywarł tak duży wpływ na wielu artystów. Mówi się, że Gary Numan ukradł im tytuł prekursora gatunku. Zanim nagrali płytę „Dare”, która jest największym ich sukcesem, zespół miał inny skład, pomysły na utwory też różniły się od tych, które znamy najlepiej. Jedynym stałym członkiem formacji jest wokalista Philip Oakey. Pierwszym zalążkiem zespołu byli Martyn Ware oraz Ian Craig Marsh, koledzy, którzy pracowali jako programiści komputerowi. Połączyli swoje zainteresowania z muzyką pop, kupili syntezator Roland SYSTEM – 100 i zaczęli tworzyć.

Po kilku pomysłach na wokalistów, które nie wypaliły, Ware zaprosił do współpracy Phila Oakeya, kumpla z dawnych lat. Philip nigdy wcześniej nie śpiewał, jego jedyne doświadczenie muzyczne to zakup saksofonu, na którym wcale nie miał ochoty grać i porzucił ten pomysł całkowicie. Jednak ogromnym jego plusem był wygląd. Styl ubierania się, fryzura i makijaż – to sprawiało, że był rozpoznawalny. W życiu zajmował się wieloma pracami dorywczymi, rzucił szkołę w wieku 18 lat. Podobno wszystko zaczęło się od karteczki z zaproszeniem. Ware zostawił ją Oakey’owi na drzwiach w szpitalu, w którym to Phil był portierem w tym czasie. Po przyjęciu propozycji zespół nazwano The Human League.

Przyszłość muzyki pop

Pierwszym singlem, wydanym, w 1978 roku był „Being Boiled” pod skrzydłami wytwórni Fast Product. W przeciwieństwie do najbardziej popularnych piosenek The Human League jest to utwór bardzo mroczny, może nawet zakrawający na industrialny, z bardzo dobrze wyczuwalnym wpływem Kraftwerka. Dla osób, które nie znają wczesnego The Human League myślę, że jest niemałym zaskoczeniem. Muzyka do utworu powstała jeszcze przed dołączeniem Phila. Tekst jest jego pierwszym napisanym dla zespołu. Był to utwór, który Dawid Bowie skomentował:

„zobaczyłem przyszłość muzyki pop”.

The Human League stawali się popularni dzięki koncertom, chociaż bardzo nie lubili grać na żywo. Supportowali choćby Iggiego Popa, następnie podpisali kontrakt z Virgin Records. Początkowo wytwórnia zaczęła się wtrącać w brzmienie, co zaowocowało zmianą stylu, był to spory błąd. Widząc niepowodzenie wytwórnia pozwoliła na ustępstwa w stronę wcześniej obranego kierunku. Wtedy to The Human League wydali dwa albumy studyjne: „Reproduction” oraz „Travelogue”. Niestety brak sukcesu komercyjnego, zmęczenie oraz narastające napięcie między Okayem a Ware’m spowodowały rozłam i rozpad zespołu.

Rozłam i nowy początek

Ware i March odeszli zostawiając prawa do The Human League Philowi. Sami założyli Heaven 17. Oprócz praw Philip został też ze wszystkimi zobowiązaniami zapisanymi w kontrakcie. Musiał dokończyć trasę koncertową, spłacić długi oraz płacić tantiemy wcześniejszym członkom zespołu.

Po rozpadzie The Human League Oakey postanowił , że współpracujący z nimi grafik, zajmujący się oprawą wizualną zespołu, Philip Adrian Wright zostanie pełnoprawnym członkiem zespołu. Musieli dokończyć trasę koncertową, zaprosili do współpracy dwie dziewczyny, które zwróciły uwagę Oakey’a w klubie. Były to lubiące tańczyć, choć niekoniecznie potrafiące śpiewać przyjaciółki Susane Ann Sulley oraz Joanne Catherall. Dziewczyny były wtedy jeszcze niepełnoletnie.

Tak powstał najbardziej udany i odnoszący największe sukcesy skład The Human League.

Od tej chwili zaczęli grać bardziej popowo, poszli w stronę, o której zawsze marzył Oakey. Wytwórnia Vigrin Records podsunęła im producenta muzycznego Martina Rushenta, który bardzo mocno postawił na syntetyczne, innowacyjne brzmenie, przez co ich współpraca była burzliwa. Do składu zaproszono Iana Burdena i Jo Callisa, tak nagrano w 1981, roku przełomowy album „Dare”.

Recenzja

Na krążku „Dare” The Human League częstuje nas zarówno bardzo tanecznymi i chwytliwymi piosenkami, jak i utworami, które zostały muśnięte pyłem z ciemnej gwiazdy i maszynowym minimalizmem.

Pierwszym singlem było „The Sound of the Crowd”, który łączył w sobie powiew wcześniejszej drogi zespołu z czymś nowym. Kumuluje w sobie zarówno proste, syntetyczne brzmienie jak i melodię, pierwszy raz też można było usłyszeć Susan i Joanne na wokalu. Piosenka została wydana jeszcze przed albumem, dzięki jej sukcesowi włączono ją do „Dare”. Grupa wystąpiła z tym utworem w Top of the Pops, czyli najbardziej znanym brytyjskim programie muzycznym w telewizji.

Ja bardzo lubię tę cięższą, trochę bardziej oszczędną w typowo popowe dźwięki odsłonę Human League. Do takich utworów, oprócz wcześniej wspomnianego, dorzuciłabym „The Things That Dreams are Made of” , „Do or Die”, „I am the Law” czy przez wiele lat mój ulubiony „Darkness”. To kompozycje, które nadają płycie lodowego charakteru. Dzięki nim nie mamy tu do czynienia tylko z tanecznymi prostymi kawałkami, jak niektórym mogłoby się wydawać, ale i z nutą mroku.

Niemniej The Human League kojarzy się raczej inaczej.

Wszystko dzięki kilku swoim wielkim hitom, które zna prawie każdy i wcale tu nie trzeba być fanem zespołu czy znawcą muzyki. Drugim singlem z płyty „Dare” był „Love Action (I Believe in Love)”. Właśnie ta piosenka była pierwszym dużym sukcesem grupy, udało się się wylądować na 3. miejscu brytyjskiej listy przebojów. Teledysk nakręcono później, dopiero po kolejnym sukcesie komercyjnym zespołu.

To wpadający w ucho utwór z fantastycznymi syntetycznymi dźwiękami. Niemały wpływ na brzmienie ma tutaj wykorzystanie gitary Jo Callisa i przepuszczenie jej przez syntezatory. To wtedy zaczęto mówić o nowym nurcie w muzyce popularnej, oraz o tym, że zwykła gitara to już przeżytek. Członkowie Związku Muzyków poczuli spore zagrożenie tymi zmianami i nie zgadzali się na to, że właśnie ten rodzaj muzyki jest przyszłością.

Największym sukcesem, przełomem i momentem, który wzniósł The Human League ponad resztę wykonawców w tamtym czasie był ich czwarty singiel „Don’t You Want Me”. Utwór zawojował brytyjskie listy przebojów stając się numerem jeden. Później też podbił serca słuchaczy za oceanem (w USA również zdobył 1. miejsce). Philip nie przepadał za tym numerem do tego stopnia, że został on umieszczony na płycie jako ostatni. Mimo to Simon Draper, jedna z najważniejszych postaci Vigrin Records – człowiek, któremu przypisuje się sukcesy wytwórni z tamtego okresu uparł się, żeby to ta piosenka została kolejnym utworem promującym. Ostatecznie Oakey się zgodził, ale zażyczył sobie, żeby singiel był sprzedawany z dołączonym bezpłatnym plakatem. Uważał, że w inny sposób się nie sprzeda.

Wyobrażam sobie jego zaskoczenie, gdy okazało się, że to wydawnictwo nie schodzi z pierwszego miejsca sprzedaży przez 5 tygodni.

Piosenka jest napisana inaczej niż reszta utworów, to swego rodzaju dialog między Philem i Susan. Podobno o tym, która z dziewczyn będzie śpiewać zadecydowało losowanie. Na tym albumie jedynie w tym miejscu rola damskiego głosu została wyniesiona na wyższy poziom, niż tylko chórki.

Nie można zapomnieć o teledysku nakręconym do piosenki. On też w ogromnej mierze przyczynił się do jej sukcesu, szczególnie dzięki MTV. Klip został nakręcony na taśmie filmowej, dzięki czemu jest bardzo profesjonalny, nadal się nie zestarzał. Jest też bardzo zgrabnie skonstruowany.

Uważa się go za prekursora tego typu obrazów muzycznych, który na zawsze już zmienił sposób, w jaki tworzono wideoklipy popowe.

Dorzućmy do tego niesamowitą melodyjność, świetną kompozycję oraz rewelacyjny riff syntezatorowy i dostajemy utwór, któremu ciężko się oprzeć. Dzięki tekstowi styl został skierowany w stronę New Romantic.

To już klasyk!

„Dare” The Human League z całkowitym spokojem mogę opisać jako klasyka synth-popu i new romantic. Jest to jeden z najbardziej popularnych zespołów lat 80. Ich melodyjność, w sumie proste, chociaż nie pozbawione eksperymentów, dźwięki połączone z nonszalanckim głosem Philipa Oakeya oraz migoczącym w tle śpiewem Joanne Catherall oraz Susan Ann Sulley tworzą idealną harmonię. To jedna z bardziej tanecznych płyt, z wielkimi przebojami, ale i z muzyką, która jest mniej komercyjna, za to bardzo wartościowa i dla mnie jest nierozerwalną częścią z popowymi hitami. Za innowacyjność, za melodyjność, za czyste syntetyczne dźwięki ten album jest ponadczasowy, wyznaczający drogę dla niejednego muzyka. Dlatego tę płytę warto mieć!

Informacje kolekcjonerskie dotyczące oryginalnego wydania:

Wydawnictwo: Virgin
Numer katalogowy: V2192
Format: Vinyl, Album
Kraj: UK
Rok wydania: 1981
Gatunek: electronic, pop Style: synth-pop, new romantic
Ceny albumu wahają się między 5 EUR a 90 EUR w zależności od stanu

Pozdrawiam

Agnieszka Protas


Jeśli podoba Ci się to co robię, to możesz postawić mi kawę.


Komentarze: 3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *