SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #54: PUBLIC IMAGE LTD „THIS IS NOT A LOVE SONG” - PAN WINYL

SUBIEKTYWNY LEKSYKON PŁYT, KTÓRE WARTO MIEĆ #54: PUBLIC IMAGE LTD „THIS IS NOT A LOVE SONG”

Dziś, z okazji walentynek, zapraszam na odcinek specjalny. Nie byłabym sobą, gdybym nie potraktowała tej daty z przekorą. Tym razem opiszę singiel i to taki, w którym autor przekonuje nas, że nie napisał piosenki o miłości. I wyszło mu to świetnie! Zapraszam na Public Image LTD i „This is Not a Love Song”.

Przypomnę tylko, że w ostatnim odcinku opowiadałam o płycie Gorana Bregovića z przepiękną muzyką do filmu „Arizona Dream”.

John „Rotten” Lydon

John Lydon to urodzony w Londynie, najstarszy z trzech braci, wokalista, muzyk oraz autor tekstów. Wraz ze swoją rodziną pochodzenia irlandzkiego mieszkali w budynku, który miał wspólną toaletę na zewnątrz dla wszystkich mieszkańców. Gdy John miał siedem lat zachorował na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Choroba spowodowała u niego problemy ze wzrokiem, nie pamiętał nic z wczesnego dzieciństwa i przez rok zapadał co jakiś czas w śpiączkę. Dopiero w wieku 11 lat przeprowadzili się do mieszkania komunalnego. Lydon został wyrzucony z katolickiej szkoły z zadawanie niewygodnych pytań, przez co nie zdał egzaminów, jednak swoją naukę kontynuował w innych miejscach.

Sex Pistols i PiL

John jest szczególnie znany z zespołu Sex Pistols, w którym był wokalistą. Nazywany ojcem chrzestnym punka John zarówno tekstami, jak i swoim wyglądem wpłynął na wiele późniejszych zespołów. Sam znalazł się w Sex Pistols właśnie dzięki swojej aparycji. Nosił podziurawioną koszulkę Pink Floyd z odręcznym dopiskiem „I hate” (czyli nie znoszę), tu i tam poprzypinaną agrafkami, miał zielone włosy i koszmarne zęby. To właśnie od stanu jego uzębienia dostał przydomek Johnny Rotten, który też był lekko szokujący.

Swoją drogą pamiętam, gdy w jednym odcinku „Różowych lat 70.”, serialu, który uwielbialiśmy jako „klimatyczna młodzież” wczesnych lat 2000 Kitty mówi do Stevena:

„(…)Johnny Zgniłek? Jakbym miała tak na nazwisko, to bym je zmieniła(…)”

Ostatecznie Sex Pistols wydali tylko jeden album, za to jaki! Ich piosenki takie jak „God Save the Queen” czy „Anarchy in the UK” zmieniły muzykę już na zawsze. Ale to temat na osobny odcinek.

Po odejściu z Sex Pistols John porzucił artystyczny pseudonim i wrócił do swojego nazwiska. W 1978 roku założył post-punkowy zespół Public Image LTD (PiL) wraz z byłym gitarzystą The Clash, nieżyjącym już Keithem Levenem. Zmiana muzycznego kierunku z jednej strony zaszokowała jego starych fanów, z drugiej strony jednak zyskał rzeszę nowych. Tak samo pierwszy album PiL, który wydali w 1978 roku, przyjęty był bardzo różnie. Dla jednych były to „bezkierunkowe dźwięki dla poezji Rottena”, a dla innych to płyta, która wyznaczyła nowe ścieżki i nadała kształt post-punkowi.

Przez lata skład zespołu się zmieniał, a jedynym stałym członkiem jest tu John Lydon.

Jednak teraz przenieśmy się do 1983 roku, kiedy to PiL wydają singiel „This Is Not a Love Song” czyli temat dzisiejszego odcinka SLPKWM.

Lydon przyznaje, że uwielbia bawić się ironią. Wcale nie napisał tej piosenki, żeby namieszać ludziom w głowach, ale to, jaki zamęt ten singiel wywołał sprawił mu ogromną przyjemność. Chciał tym utworem sprowokować słuchacza do myślenia, każe się wgryźć w historię opisywanego tam człowieka, który stara się zrozumieć swoje otoczenie i znaleźć swoje miejsce.

Przechytrzyć wydawcę

Smutni panowie z Virgin Records wcale nie mieli zamiaru wydawać tej piosenki, uznali, że to będzie klapa. Dlatego Lydon (mimo, że naruszał tym kontrakt) znalazł japońską firmę, której materiał się spodobał. Niedługo później utwór opanował japońskie kluby. John po tym zagranicznym sukcesie wrócił do Virgin i zażądał wydania tego kawałka. Zagroził, że jeśli tego nie zrobią to spotkają się w sądzie. Ostatecznie piosenka, przez cały szum z nią związany, sprzedała się sama i została hitem komercyjnym.

Dla Johna Lydona ten utwór stał się orężem, piosenką ogromnej wagi, która jest dowodem na to, że „mądrale” z wielkich wytwórni bardzo często się mylą. To pokazuje też, że można osiągnąć sukces jako artysta wyłącznie ze swoimi pomysłami, bo John nigdy nie poddał się pomysłowi jaki miała na niego wytwórnia i nie pozwolił, by nim sterowano i kierunkowano jego muzykę. Niektóre źródła podają, że „This Is Not a Love Song” jest odpowiedzią na prośby o napisanie ładnej piosenki o miłości.

Cały utwór jest zaprzeczeniem korporacyjnego myślenia. Miał sprzeciwiać się podejściu komercyjnemu i chciwości. Cały tekst jest pełen ironii i odwrotnych znaczeń, ponieważ słowa wypowiadane przez Lydona są takimi, z którymi on sam kompletnie się nie zgadza. Według autora jest to najbardziej złośliwy numer jaki kiedykolwiek napisał. Uważa, że idąc tym tropem okazuje się, że w sumie… jest to piosenka o miłości.

Chociaż sam temu zaprzecza jakieś 44 razy!

Dopełnieniem jest tutaj teledysk. Lydon wchodzi w rolę majętnego człowieka z korporacyjnego świata, wozi się drogim autem wśród wysokich wieżowców. Czyli przedstawia sobą wszystko, czego nienawidzi. Klip był sponsorowany przez Los Angeles, czyli miasto, w którym został nakręcony. John, jak zawsze przeciwny drogim teledyskom, postanowił wziąć te kilka tysięcy dolarów, wynająć samochód, powydurniać się w garniturze, a wszystko zarejestrować tanią wypożyczoną kamerą. Resztę wydał na imprezę, która odbyła się po skończeniu nagrania.

To największy przebój PiL, który osiągnął 5. miejsce na brytyjskiej liście singli oraz 3. na liście irlandzkiej.

Zatarte granice i ironia

„This Is Not a Love Song” to rewelacyjny, równy, zapętlony kawałek. To jeden z tych, w których John Lydon pokazuje nam, że w muzyce, którą tworzy nie ma granic. Przez cały czas prowadzi nas genialna linia basu oraz głos Johna pełen nonszalancji. Do końca nie wiemy czy jest to post-punk, może to jednak kawałek rockowy, ale przecież te synthy…! Z innej strony jego rytm i melodyjność sprawia, że ma się nieodparte wrażenie, że ktoś tu sowicie liznął disco. To zdecydowanie buntowniczy i taneczny utwór. Wcale mnie nie dziwi, że Japonia oszalała na jego punkcie. Podejrzewam, że równie dobrze ludzie się do niego bawili w Londynie czy w Berlinie – po jednej i drugiej stronie muru. A teraz, gdy minęło 40 lat nadal jego słowa są na czasie, u nas chyba nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Moim zdaniem jest to płyta, którą warto mieć!

Informacje kolekcjonerskie dotyczące wydania:

Wydawnictwo: Virgin
Numer katalogowy:   600 997-213
Format: Vinyl, Album
Kraj: Europa
Rok wydania: 1983
Gatunek: Post-punk
Ceny albumu wahają się między 2 EUR a 25 EUR w zależności od stanu.

Pozdrawiam

Agnieszka Protas


Jeśli podoba Ci się to co robię, to możesz postawić mi kawę.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *