wojny winylowe i dyktatura kciuka - PAN WINYL

wojny winylowe i dyktatura kciuka

czy zdarzyło ci się pochwalić w grupie winylowej płytą, która sprawiła ci czystą radość? wrzucasz zdjęcie, piszesz o entuzjazmie i nagle pojawia się on. winylowy dziad. musi cię sprowadzić na ziemię. uświadomić, że to nie jest najlepszy album tego artysty, że to tylko popłuczyny, a prawdziwe granie skończyło się dekadę wcześniej. nie ma znaczenia, że ta płyta po prostu ci się podoba. wybucha gównoburza, a ty chciałeś tylko podzielić się kawałkiem swojego świata.

dużo się pozmieniało przez ostatnie lata. gdy w 2008 roku zaczynałem winylowo, mój pierwszy sklep on-line, świat wyglądał inaczej. dzisiaj media społecznościowe to trudne miejsce. algorytmy i kultura „like” doprowadzają nas do stanów, których nie chcemy. dlatego od ponad dwóch lat jestem w orb. tam nie ma algorytmów, które karmią się nienawiścią. nie ma mechanicznego przycisku „like”, który dekonstruuje społeczności.

w orb długo trwała debata, czy polubienia (like) powinny istnieć. całe szczęście uznano je za szkodliwe. jeśli chcesz zareagować, musisz użyć serduszka lub po prostu się bardziej postarać. wiem, że wysiłek nie jest dziś modny. wolimy komfort. ale nasz komfort nie może się odbywać kosztem twórców i społeczności (czyli nas samych). dzisiaj podjęcie trudu poznania czegoś głębiej, zamiast bezmyślnego przesuwania kciukiem po szkle, to akt odwagi. to heroizm i bunt wobec systemu, który jest narcystyczny i nihilistyczny.

kultura winylowa ma szansę stać się ostoją zdrowia. nie zdziwię się, jeśli za chwilę naukowcy to odkrtyją. winyle pozwalają na coś, czego facebook nienawidzi: na oderwanie oczu od ekranu. byung-chul han, filozof którego cenię, mówi o „rzeczach” i „nie-rzeczach”. płyta winylowa to rzecz, która posiada aurę. stabilizuje życie, daje zakotwiczenie. cyfrowe informacje to nie-rzeczy. są ulotne i pozbawione stabilności.

pamiętacie fankluby z lat 90.? to nie była bierna konsumpcja. to był akt woli. członkostwo w fanklubie depeche mode czy pearl jam dawało poczucie bycia insiderem. fizyczne vlepki na mieście były prekursorem dzisiejszych stories, ale wymagały ryzyka i wysiłku. podlegały entropii, blakły, były zdrapywane. to nadawało im status autentycznego artefaktu.

dzisiejsze społeczeństwo to „rój” odizolowanych jednostek zajętych autopromocją. przycisk „like”, wprowadzony lata temu, stał się narzędziem psychopolitycznym. aktywuje układ nagrody w mózgu jak hazard. fan uwikłany w tę pętlę przestaje słuchać muzyki dla przeżycia. słucha, by uzyskać walidację.

orb club i świat web3 próbują to naprawić. orb działa na protokole lens, co oznacza, że to ty jesteś właścicielem swojej tożsamości. nikt nie może ci zabrać twoich kontaktów i treści. to cyfrowy odpowiednik posiadania fizycznej kolekcji płyt. mechanizm naklejek w orb, sprawia, że wspieranie artysty staje się aktywnym mecenatem, a nie tylko konsumpcją. to przywraca „tarcie”, czyli wagę interakcji.

mam taką refleksję, że po 30 latach internetu widać, jak bardzo poszło to w złym kierunku. dalej tak być nie może. jako społeczność winylowa, która jeszcze potrafi się zatrzymać, mamy szansę otworzyć innym oczy. paradoksalnie to my, winylmaniacy i winylmaniaczki, osoby uprzedzone do zaawansowanych technologii, jesteśmy nadzieją dla tych, którzy idą za nami. my pamiętamy, że cisza i rytuał mają znaczenie.

czas wrócić do słuchania. bez kciuka na ekranie.

jeśli interesuje cię ta tematyka, zostań ze mną, wskocz do klubu „strona b” i przy okazji odbierz kupon zniżkowy do mojego muzycznego butiku mrvinyl.shop:

pan winyl / mr vinyl

Zostaw odpowiedź